team1

Niedawno udzielałem wywiadu pewnemu dziennikarzowi, który m.in. postawił mi pytanie: "Dlaczego właściwie wygłasza pan takie odczyty?" "Dlatego – odpowiedziałem – że boję się, iż ludzie pójdą do piekła. Dziennikarz uśmiechnął się: "Przecież piekła nie ma!"

"No – powiedziałem – niech pan trochę poczeka. Za sto lat będzie pan już wiedział, kto miał rację, pan czy Słowo Boże. Ale proszę mi powiedzieć, czy zna pan uczucie lęku przed Bogiem?" "Nie, – odparł – przecież kochanego Pana Boga nie trzeba się bać!" "I tu jest pan w błędzie. Kto ma choćby najsłabsze przeczucie, jaki jest Bóg, ten musi pojąć, że nie ma nic straszliwszego niż On, święty i sprawiedliwy Bóg, jako Sędzia osądzający nasze grzechy. Sądzi pan, że On będzie milczał widząc pańskie grzechy? Mówi pan o "kochanym Panu Bogu"? Biblia tak o Nim nie mówi. Biblia mówi: "Straszna to rzecz wpaść w ręce Boga żywego"

Czy zdarzyło się wam już odczuwać lęk przed Bogiem? Jeżeli nie, to znaczy, że jeszcze nawet nie zaczęliście pojmować całej rzeczywistości świętego Boga i waszego grzesznego życia. Gdy jednak zaczniecie lękać się Boga, to spytacie: "Jak mogę ostać się przed Bogiem?". Sądzę, że największa głupota naszych czasów polega na tym, że ludzie nie boją się już gniewu Bożego; jeżeli jakiś naród nie bierze poważnie żywego Boga i Jego gniewu z powodu grzechów, jest to oznaką straszliwego otępienia.

Profesor Karl Heim opowiadał kiedyś o swojej podróży do Chin, podczas której odwiedził również Pekin. Zaprowadzono go tam na wzgórze, na którego wierzchołku stał "ołtarz niebios". Wyjaśniono mu, że podczas "nocy pojednania" na wzgórze przychodzą setki tysięcy ludzi niosących lampiony, a cesarz (bo było to w czasach, gdy Chinami rządził cesarz) składa na ołtarzu ofiarę pojednania za swój lud. Opowiadając to, profesor Heim dodał: "Ci poganie zdawali sobie sprawę z gniewu Bożego i wiedzieli, że człowiek potrzebuje pojednania".

A wykształcony Europejczyk sądzi, że można mówić o "kochanym Panu Bogu", który jest bardzo szczęśliwy, jeżeli ludzie punktualnie płacą podatek kościelny! Lepiej zacznijmy znowu bać się Boga! Wszyscy bowiem zgrzeszyliśmy! Wy nie? Ależ oczywiście, że tak!

A kiedy nauczymy się na nowo bojaźni Bożej, wtedy spytamy: "Gdzież jest ratunek przed gniewem Bożym? Co może nas uratować?". I wtedy otwierają się nam oczy: Jezus jest ratującą miłością Bożą. Bóg chce, "aby wszyscy ludzie byli zbawieni", ale nie może być niesprawiedliwy. Nie może pomijać milczeniem grzechu. I dlatego dał Syna swego jako ratunek, jako pojednanie.

Przenieśmy się na chwilę do Jerozolimy. Jest tam takie wzgórze przed miastem. Ponad głowami wielotysięcznego tłumu wznoszą się trzy krzyże. Ten człowiek wiszący na lewym krzyżu i ten na prawym, to grzesznicy tacy jak my. Ale ten pośrodku! Spójrzcie na Niego, na tego Człowieka z koroną cierniową na głowie, na Syna Boga żywego!

"О jakże zniekształcone szlachetne rysy Pana, przed którym świat ten w drodze padnie na kolana i sczeźnie, gdy wybije godzina".

Dlaczego On tam wisi? Ten krzyż jest ołtarzem Boga. A Jezus jest Barankiem, który gładzi grzech świata, który jedna z Bogiem.

Widzicie, dopóki nie znaleźliście Jezusa, jesteście pod gniewem Bożym, nawet jeśli tego nie zauważacie, nawet jeśli temu zaprzeczacie. Tylko ten bowiem, kto przyszedł do Jezusa, ma pokój z Bogiem. "Pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa."

Pozwólcie, że przytoczę tu taki zupełnie niemądry przykład. W czasie pierwszej wojny światowej byłem artylerzystą. Mieliśmy armaty z tarczami ochronnymi. Kiedyś staliśmy bez piechoty na wy-suniętych do przodu stanowiskach i zaatakowały nas czołgi – nazywaliśmy je wtedy "tankami" – a za nimi szła ich piechota i strzelała. Kule biły jak grad w tarcze naszych armat, ale te tarcze były takie mocne, że byliśmy za nimi bezpieczni. Myślałem sobie wtedy: "Gdybym wystawił poza tarczę tylko samą dłoń, to podziurawiliby mi ją jak sito i musiałbym umrzeć z samego upływu krwi. Ale za tarczą jestem bezpieczny!"

I widzicie, taką tarczą stał się dla mnie Jezus. Wiem, że bez Niego przepadłbym na Sądzie Bożym. Bez Jezusa w sercu moim nie byłoby pokoju, choćbym nie wiadomo co robił. Bez Jezusa umierałbym w śmiertelnym lęku. Bez Jezusa byłbym na wieki potępiony. Bo istnieje wieczne potępienie, poczekajcie, a sami zobaczycie! Ale za krzyżem Jezusa jestem bezpieczny, jak za tarczą. I wiem: On mnie pojednał z Bogiem, On jest moim Wybawcą. Jezus jest ratującą miłością Bożą!

Posłuchajcie: Bóg chce, "aby wszyscy ludzie byli zbawieni". Dlatego dał swego Syna, aby zbawił, aby pojednał. Dał Go również dla was.

Nie spoczywajcie więc, dopóki nie osiągniecie pokoju z Bogiem, dopóki nie będziecie uratowani!

Z książki "Jezus naszym przeznaczeniem" W. Busch

"Kto mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ma swego sędziego: Słowo, które głosiłem, sądzić go będzie w dniu ostatecznym"

(Ewangelia Jana 12,48)

ZGROMADZENIA

Mikołów ul. Waryńskiego 42a;

Nd: 9:30 Wieczerza Pańska;

11:00 Głoszenie Słowa Bożego;

Wt: 18:30 Modlitwy i studium

Biblijne