team1

CHRZEŚCIJAŃSKIE ŻYCIE MAŁŻEŃSKIE        

     1. Zasady dotyczące mężów                                    

     2. Zasady dotyczące żon                                        

CHRZEŚCIJAŃSKIE ŻYCIE RODZINNE            

     1. Dziadkowie                                                 

     2. Rodzice                                                       

     3. Dzieci                                                         

DOM CHRZEŚCIJAŃSKI – MIEJSCEM
BOŻEJ BOJAŹNI I WIARY                                

     1. Chrześcijańska rodzina                               

     2. Bojaźn Boża w rodzinie                              

     3. Wiara w rodzinie                                        

CHRZEŚCIJAŃSKI DOM – BOŻYM
ŚWIADECTWEM DLA ŚWIATA                      

     1. Świadectwo przed ludźmi                            

     2. Trzy Boże zasady                                      

     2.1 Świętość małżeństwa                                

     2.2 Różnica między mężem i żoną                 

     2.3 Stosunki pomiędzy rodzicami i dziećmi    

     3. Usposobienie serca                                     

 Chrześcijańskie życie małżeńskie

Temat „Chrześcijańskie życie małżeńskie” jest waż­ny dla każdego, kto znajduje się w związku mał­żeń­skim. Bóg w swo­im słowie zawarł wiele wska­zówek, abyśmy wie­dzie­li, w ja­kim małżeństwie ma On swoje upodobanie. Wskazówki te pozostaną nie­zmien­ne mimo prze­war­to­ścio­­wań do­ty­czą­cych mał­żeń­stwa, jakie zachodzą w o­be­c­nym świecie. W dzi­siej­szych cza­sach, kiedy w tej sprawie wszystko zostało po­sta­wio­ne na głowie, istnieje szczególna potrzeba, aby przy­pominać sobie Boże ży­cze­nia dotyczące mał­żeń­stwa i żyć według nich.

W Nowym Testamencie znajdujemy fragmenty, które dokładnie wyjaśniają te zagadnienia, np. 1 Piotra 3,1-7; Efez. 5,22-23; Kol. 3,18-21. Piotr a szczegól­nie Paweł kła­dą podwaliny dla szczęśliwego małżeństwa. Zo­sta­ły już jed­nak one ukazane i praktycznie za­sto­so­wa­ne w Sta­rym Testamencie, np. w 1 Moj. 24,61-67 i 25,11. Przy pomocy tych tekstów chcielibyśmy zająć się sie­d­mio­mazasadami dot. małżeństwa, o których mówi nam Bóg. Cztery z nich dotyczą mężczyzn a trzy niewiast.

Zanim jednak rozpoczniemy, chciejmy zauważyć pe­wne realne niebezpieczeń­stwo. Zarówno w Kol. 3 r. jak i w Efez. 5 r. oraz w 1 Piotra 3 r. mężowie i żony zostali wy­mienieni osobno – „wy żony” i „wy mężowie”. Są to spe­c­jalne pouczenia dla żon i mężów. Mężowie skłon­­ni są przysłuchiwać się temu, co powiedziano do żon (np. że mają być poddane mężom) i w ten sposób przy ka­ż­dej nadarzającej się okazji przypominać to swoim żonom. Te same skłonności mają żony. Strzeż­my się takiego postępowania.

1. Zasady dotyczące mężów

1. Izaak wyszedł Rebece naprzeciw (1 Mojż. 24,63). Zasadę tę znajdziemy w 1 Piotra 3,7: „Podobnie wy, mężowie, postępujcie (dosł. mieszkajcie) z ni­mi z wy­ro­zumiałością, (z rozsądkiem) jako ze słabszym ro­dza­jem niewieścim (dosł. naczyniem niewieścim) i oka­zuj­cie im szacunek”. Zauważmy, że po­winnością mężów jest wy­cho­dzenie naprzeciw swoim żonom, gdyż żony myślą i czują inaczej niż mężowie i dlatego zadaniem ich jest wychodzenie im naprzeciw i oka­zy­wanie im zrozumienia. Mąż powinien zawsze wy­cho­dzić naprzeciw po­trze­bom ducha, duszy i ciała swojej żony.

„Wy­cho­dze­nie naprzeciw” oparte na Słowie Bożym oznacza po­stępowanie z wyrozumiałością. Kompromis kosztem Słowa Bożego nie jest „wychodzeniem na­przeciw” według myśli Bożych. Mężowie powinni po­stę­pować „roz­sądnie”, tzn. każdorazowo, gdy mał­żeń­stwo na­po­ty­ka na niespodziewane oko­licz­no­ś­ci, pra­wi­dłowo je oce­niać i rozwiązywać. Ponieważ ma­ł­żeń­stwa często żyją i postępują wg utartych sche­ma­tów, pro­wadzi to niejednokrotnie do fatalnych na­stępstw.

Piotr pisze o niewias­tach jako o „słabszych na­czy­niach”. Istniejąca w świecie zasada odbiera­nia od swe­go partnera tyle, ile się mu dało, nie obowiązuje chrze­ści­jańskiej pary. Bóg stworzył człowieka „jako męż­czy­znę i nie­wia­stę” (1 Mojż. 1,27). Nie­wiasty są słabszymi na­czy­niami i mę­żczyźni powinni mieć to zawsze na uwa­dze. Kobie­ty posiadają pewne charakterystyczne cechy, z którymi mężczyźni mają wiele trudności i odwrotnie, pewnych ty­powych, charakterys­tycznych dla mężczyzn za­cho­wań, kobiety nie potrafią zro­zu­mieć. O tym zawsze powinni pamiętać mężowie w codziennym życiu ze swo­i­mi żonami. Aby zapobiec niebezpieczeństwu po­gar­dza­nia niewiastami Piotr do­da­je: „i oka­zujcie im sza­cunek”. Jeżeli w małżeństwie istnieje ten czynnik, to będzie ono funkcjonować prawidłowo. Fakt ten ma także praktyczne następstwa – modlitwy męża nie będą w żaden sposób zakłócone.

2. Izaak prowadził Rebekę (1 Mojż. 24,67)

Pro­wa­dze­nie żony jest dla męża nie tylko pra­wem, ale je­d­no­cze­ś­nie wielką odpowiedzialnością. Od mo­men­tu ślubu mąż powinien być przygotowany do prowadzenia swo­jej żony. Chciejmy jednak zapobiec nie­porozumieniu – „pro­wadzić” nie oznacza „pa­no­wać”. Wielu mężów uważa, że są oni upoważnieni do wy­da­wania rozkazów swoim żo­nom, ale na pewno taka postawa nie jest według Bożych myśli.

Przed mał­żeństwem mężczyzna sam ponosi od­po­wiedzialność za swoje czyny. Jeśli uczyni coś złego, wtedy na­stęp­stwa tego czynu dotykają jego. Jeśli jed­nak jest żo­naty, to wówczas jego zachowanie jak i skutki czynów, spadną także na żonę. Jeśli jako mężowie popełnimy błąd, to nasze żo­ny będą razem z nami ponosić konsekwencje. Będziemy prowadzić nasze żony do błogosławieństwa lub do przekleństwa.

Zasadę tę ilustrują dwa przykłady ze Starego Te­sta­men­tu – pozytywny i negatywny. Boaz był mę­żem, który przez swoje postępowanie ściągał na siebie Boże bło­go­sła­wieństwo i w ten sposób mogło być ono udziałem Rut (Księga Rut 4 r.). On prowadził ją do bło­gosławieństwa. Z ko­lei Na­bal był mężem prze­kleń­stwa i ukarany przez Boga musiał cierpieć za swoje złe czyny. Gdyby Bóg w Swej łasce nie wyszedł Dawidowi naprzeciw, ściąg­nąłby na siebie winę zbrod­ni, a Abigail, żona Nabala, zapewne zginęłaby razem z nim.

3. Izaak miłował Rebekę (1 Mojż. 24,67)

Dla mał­żeń­stwa, które chce postę­pować po Bo­że­mu, ta ele­men­tarna zasada prowadzi nas do ważnego w Sło­wie Bożym urywku z Efez. 5,25, gdzie my, mężowie, je­steśmy wielokrotnie wzywani do tego, abyśmy mi­ło­wa­li swoje żony (por. Kol. 3,19). Apostoł przedstawia ro­dzaj i spo­sób wyrażania miłości do żony przy po­mo­cy trzech przykładów: po pierwsze tak, jak Chrystus umiłował Zgromadzenie (Efez. 5,25), po drugie – jak swoje własne ciało (w. 28), po trzecie – jak siebie samego (w. 33). Powyższe porównania wyraźnie wskazują, że taka miłość ma zupełnie inny charakter od tej, jaką uznaje świat.

Wiersz 29 wyjaśnia nam, jak uzewnętrznia się mi­łość. Mąż żywi i pielęg­nuje swoją żonę. Jest to Boże zalecenie i mąż powinien je spełniać. Ży­wienie dotyczy za­równo sfery materialnej jak i duchowej. Jeśli nie­mo­żli­we jest zaspokojenie materialnych potrzeb żony, wtedy nie może być mowy o małżeństwie. Sumienna praca powinna cechować każdego mężczyznę. Zupeł­nie tak samo przed­sta­wia się sprawa potrzeb du­cho­wych. Słowo Boże daje nie­wiastom możliwość za­da­wa­nia mężom pytań wów­czas, jeśli jest coś dla nich niezrozumiałe (1 Kor. 14,35) i niedobrze jest, gdy mąż nie potrafi na nie odpowiedzieć. Jeżeli ktoś zaczyna zaj­mować się duchowymi sprawami dopiero po za­war­ciu małżeństwa, to niestety, jest na to za późno. Przed zawarciem małżeństwa istnieją naj­bar­dziej dogodne okoliczności, aby po­znawać myśli Boże, aby kiedyś w razie potrzeby rozdzielać duchowy po­karm.

Mąż pielęgnuje równocześnie swoją żonę. Z tym nie wią­że się jedynie tro­ska i staranie w przypadku cho­ro­by czy innych trudnych okoliczności, chodzi także o to, aby mąż starał się sprawiać żonie radość. Kto pielęg­nuje swoją żonę, ten wypełnia również życzenia jej serca, życzenia, któ­re są odmienne u każdej niewiasty. Można to ująć w ten sposób: kto żywi swoją żonę, daje jej to, czego ona potrzebuje (tak, jak naród izraelski otrzymywał mannę na pustyni), kto zaś pie­lę­gnuje swoją żonę, próbuje (jeśli to możliwe) spełniać jej życzenia. Mąż daje jej to, czego ona pragnie (tak, jak król Salomon w stosunku do królowej z Saby 1 Król. 10,13).

Sam Pan żąda, aby mężowie miłowali swoje żony. Mogą wystąpić sytuacje, w których będzie nam się wydawać, że żona postępuje w sposób nie zasłu­gujący na to, aby ją miłować. Pomyślmy wtedy o miłości Chry­stu­sa do swo­jego Zgromadzenia. On nas miłuje mimo na­szych słabości i czyni to z nie­zmienną miłością i przy­chyl­nością. Jego miłość powinna być dla nas przy­kładem i za­chętą.

4. Pełna jedność między mężem i żoną

Po zawarciu małżeństwa Izaak pocieszył się po śmierci swojej matki (1 Mojż. 24,67), a wkrótce na­stą­piła też rozłąka z ojcem (1 Mojż. 25,8-11). Zauważmy tutaj ważną zasadę (która jest, niestety, często za­po­mi­na­na), że jedność małżeństwa jest o wiele silniejsza niż związki pokrewieństwa, np. pomiędzy rodzicami i dzie­ć­mi. Oczy­wiście syn nie przestaje być synem i zo­bo­wią­zany jest dalej do okazywaniarodzicom czci. Niestety, często się zdarza, że niektórzy mężowie wcześniej omawiają swoje problemy z ro­dzicami, niż ze swoimi żonami. Jeszcze większym nie­bez­pie­czeń­stwem jest, kiedy małżonkowie oskarżają się wza­je­m­nie przed rodzicami. Takie postę­powanie jest dla mał­żeń­stwa „trucizną”. Wiele to już razy ro­dzice wcis­nęli głę­boki klin między małżonków. Wszy­scy, którzy uwi­kła­li się w takie sprawy, powinni nie­zwło­cznie prosić Pana o mądrość w postępowaniu wzglę­dem siebie (1 Mojż. 2,24).

2. Zasady dotyczące żon

1. Pomoc dla męża

W 1 Mojż. 24,61 widzimy, że Rebeka przygotowała się na spotkanie z Izaakiem. Ona szła w kierunku Izaaka, nie odwrotnie. Abra­ham dał wyraźne po­le­ce­nie, aby Izaak nie szedł do ziemi swoich krewnych, lecz by żona została stamtąd do niego przy­pro­wa­dzo­na. Oznacza to, że ko­bie­ta została dana mężowi jako po­moc, a nie odwrotnie (co oczy­wiście nie prze­sz­ka­dza, by mąż pomagał żonie np. w jej codziennych obo­wiązkach). Jeżeli kobieta wychodzi za mąż, to powinna wiedzieć, że do jej dotychczasowego zakresu obo­wiąz­ków dojdą te, które związane są z mę­żem. Boże po­sta­nowienia w tym względzie nie zmieniają się, nawet w obli­czu częstych zmian ludzkich myśli i dążeń.

Kiedy Bóg stworzył człowieka, chciał uczynić dla nie­go odpowiednią po­moc i dał mu kobietę (1 Mojż. 2,18). Bóg stworzył więc kobietę dlatego, aby w każdej sprawie była dla męża pomocą. Nie chodzi o to, aby była dla męża służącą, tylko o postanowioną przez Boga jedność, w któ­rej żona jest stworzona dla męża i stanowi jego uzupełnienie.

2. Uniżenie względem męża

Kiedy Rebeka ujrzała Izaaka, zakryła się (1 Mojż. 24,65). W ten sposób wyraziła względem niego swoje uniżenie. W związku z emancypacją kobiet, zasada ta przy­jmowana jest z coraz więk­szym oporem. Wspo­mnij­my jednak, że Nowy Testament jasno i wyraźnie wska­zuje: „Podobnie wy żony, bądźcie uległe mężom swoim” (1 Piotra 3,1; Kol. 3,18), „Żony, bądźcie uległe mężom swoim, jak Panu” (Efez. 5,22).

Zauważmy więc: po pierwsze – niewiasta nie jest oso­bą wysłuchującą po­leceń męża (poddanie żony wzglę­­dem męża jest czymś zupełnie innym od pod­dań­stwa dzieci względem rodziców), po drugie chodzi o to, aby być poddanym „jak Panu”. Zwrot ten określa nam pewne ramy i wskazuje właś­ciwe miejsce za­ró­wno mężowi jak i niewieście. Nie chodzi o to, aby żona spełniała rozkazy męża, chodzi tu o „uległość” w ge­ne­ralnych zasadach, w czym Pan ma też swoje upo­do­banie.

3. Poświęcenie dla męża

Przez założenie zasłony Rebeka dowiodła nie ty­lko swo­jej uniżoności, lecz także swojego oddania się mę­żo­wi. Spośród wszystkich ludzi, mąż powinien zajmować w sercu żony pierwsze miejsce. W Liście do Tytusa 2,4 apo­stoł Paweł wskazuje starszym nie­wiastom, aby po­u­cza­ły młodsze kobiety, o tym „...żeby miłowały swoich mężów i dzie­ci,...i były gospodarne”. Godną uwagi jest ukazana kolejność. Pierwszy mąż, potem dzieci, jako trzecie gospodarstwo. Są niestety niewiasty, które na pierwszym miejscu stawiają swoje dzieci i przez to za­nie­dbują swoich mężów. Dla innych znów, najważniejsze jest gospodarstwo domowe. Obydwie te rzeczy mają swoje właściwe i ważne miejsce, ale pamiętajmy, że małżeństwo będzie żyło w pełnej harmonii wtedy, gdy będzie w nim za­chowana Boża kolejność.

Bóg złożył w naturze kobiety to, aby polegała na swoim mężu i miłowała go z oddaniem. W 1 Mojż. 3,16 Bóg powiedział do Ewy: „...ku twemu mężowi pociągać cię będą pragnienia twoje”. Dostrzegamy tu pewien problem, z którym może borykać się także chrze­ści­jań­skie mał­żeń­stwo. Mąż może nie od­po­wia­dać cał­ko­wi­cie „pra­gnie­niom” żony. Przed upadkiem człowieka mię­­dzy męż­czy­zną i niewiastą istniała cał­ko­wi­ta har­mo­nia. Po upadku człowieka „prag­nienie ż­ony”, aby mieć męża zawsze przy sobie, jest większe. Mąż ma inne zadania, wykraczające poza zakres obowiązków domowych i nie jest w stanie sprostać temu wymaganiu.

Rzecz ta jest dla wielu żon nie­­zro­zu­mia­ła. Szczególnie, jeśli chodzi o sprawy du­cho­we (od­wie­dzanie wierzących, wy­jazd na konferencję itp.). Żona powinna się uczyć, aby odkładać swoje życzenia po­zostawiając mężowi więcej swobody. Z takiego po­stę­po­wania wy­pływa Boże błogosławieństwo.

Zanim zakończymy omawianie powyższych za­sad, zwróćmy raz jeszcze uwagę na ważność po­dej­mo­wa­nych przez nas za­gad­nień. Mał­żeństwo jest nie tylko ko­roną stworzenia, lecz wspaniałym obrazem Chry­stu­sa i Jego Zgro­ma­dzenia. Już przed wiekami Bożym pragnieniem było, aby swojemu Synowi przygotować małżonkę. Jako żona Baranka, będziemy przez całą wieczność u Jego bo­ku. Dla tej niepojętej prawdy nasze małże­ństwa po­win­ny być żywym świadectwem. Czy nie warto prowadzić małżeństwa według Bożych zasad?

Chrześcijańskie
życie rodzinne

Słowo Boże zawiera pełnię wskazówek okre­śla­ją­cych jak postępować, aby życie rodzinne było bło­go­sła­wione. Udziela nam przy tym nie tylko teore­tycz­nych porad, ale przytacza też wiele przykładów, abyś­my łatwo zauwa­żyli, jak prowadzić życie rodzinne wed­ług Bożych zasad. Możemy podzielić ten temat na trzy części, w których będzie mowa o dziadkach, rodzicach i dzieciach.

1. Dziadkowie

Studiując Biblię, znajdziemy tylko kilka miejsc, które bezpośrednio i specjalnie są skierowane do dziadków. Jedno z pięknych i ważnych miejsc znajdziemy w historii Noemi z Księgi Rut. Jej postępowanie w sto­sun­ku do własnej synowej Rut, a także do Boaza i swoich wnuków jest dla nas wiel­kim pouczeniem.

Pierwszą ważną cechę, jaką posiadała Noemi, jest powściągliwość w odnie­sieniu do swojej synowej. Wi­dzi­my to wyraźnie w 2 rozdz. w. 2, gdzie Noe­mi nie narzuca jej swojej woli, ale pozwala, by Rut mogła de­cydowaćsa­­ma. Noemi nie rozkazuje swojej sy­no­wej, lecz za­cho­wu­je się z pewną reze­rwą, wyrażając swą aprobatę wobec jej zamierzeń. Niestety, zasada ta jest łamana przez wielu rodziców. Próbują oni aktywnie włączać się w ży­cie rodzinne swoich dzieci, zamiast zejść na drugi plan. Jeśli małżeńst­wo przy­cho­dzi do swoich rodziców z jakimś pytaniem czy pro­ble­mem, to za­daniem rodziców jest udzielenie im pomocy i właściwej rady.

Po drugie – Biblia pokazuje nam, że Noemi jest za­in­te­re­sowana dalszym lo­sem Rut. W wymienionym rozdziale, (w w. 19) zadaje jej pewne pytanie potwie­rdza­ją­ce owo zainteresowanie. Nie gani jej i nie kry­ty­ku­je, lecz pragnie wspólnie z nią dzielić jej smutki i radości.

Następnie możemy obserwować i ocenić jej za­cho­wa­nie w stosunku do Boaza i Rut.

a) stosunek do Boaza – na pierwszy plan wysuwają się dwie sprawy. W rozdz. 2, w. 20 mówi o nim z uwagą i należnym szacunkiem. W rozdz. 3, w. 18 dowodzi, że ma pełne zaufanie do Boaza, swego przyszłego zięcia. Te dwie cechy powinny i dzisiaj wyróżniać rodziców i teściów.

b) stosunek do Rut – również w tym przypadku za­u­wa­żamy coś szczególne­go. Po pierwsze – Noemi zaskarbia sobie miłość u swojej synowej. Oglądamy to wyraźnie w 4 rozdz. w. 15, gdzie ludzie mówią o miłości Rut do teś­ciowej. Po drugie – Rut jest swego rodzaju rekompensatą dla Noemi po stracie synów. Ich śmierć była dla Noemibardzo ciężką próbą. Lukę tę Rut wypełniła całkowicie i dlatego znalazła w jej sercu szczególne miej­sce.

c) stosunek do wnuków – w 4 rozdz. w. 16, znaj­du­je­my kolejne piękne po­uczenie. Noemi zajmuje się swoimi wnukami, zapewniając im bezpieczeństwo i miłość. Ten fakt przemawia do nas również. Wy­cho­wa­nie dzieci nie jest zadaniem dziadków, lecz ro­dzi­ców. Dziadkowie powinni jednak także zajmo­wać się wnukami, okazując im rodzinne ciepło i be­zpie­czeń­stwo. Szczęśli­we dzieci, które posiadają dziadków po­stę­pujących w ten sposób!

Nie czytamy też, aby Rut odbierała swoje dzieci te­ś­cio­wej. Nie jest dob­rze, jeśli matka (być może z za­zdrości) nie pozwala dzieciom przebywać z dziad­ka­mi. Byłoby to bardzo złe. Rut pozostawiła je teściowej. Zarówno rodzice jak i dziadkowie powinni zająć wła­ś­ci­we stanowisko w tej kwestii i postępować według Bożego upodobania.

2. Rodzice

Chcąc ukazać rodziców, którzy po Bożemu wy­cho­wy­wali swoje dzieci, posłu­żmy się przykładem Am­ra­ma i Jochebed (2 Mojż. 6,20). Mieli oni troje dzieci, które po o­sią­gnięciu samodzielności były użyteczne ludowi Bo­że­mu i służyły swemu Bogu. O małżeństwie tym czytamyw trzech miejscach Bib­lii: Hebr. 11,23; Dz. Ap. 7,20; i 2 Mojż. 2,1-10. W Liście do He­braj­czy­ków wi­dzimy wspól­ne działanie rodziców, w Dziejach Apo­stol­skich „głów­ną” po­stacią jest ojciec, podczas gdy w Księ­dze Moj­żeszowej najbardziej wido­czny jest czyn matki. Ze­chciej­my kolejno rozważyć te fragmenty i zas­ta­no­wić się, ja­­kie wskazówki są dla nas w nich zawarte.

a) rodzice razem (Hebr. 11,23)

Na samym początku chciejmy zwrócić uwagę na to, że przy wychowywaniu dzieci nadzwyczaj ważna jest je­dno­my­śl­ność rodziców. Nie ma nic bardziej szko­dli­we­go jak to, kiedy dzieci zauważają, że rodzice mają w pewnych sprawach zróżnicowane poglądy. Dzieci bardzo szybko zauważają ten stan, gdyż są wnikliwymi obserwatorami. Jeśli zauważają słaby punkt u ojca lub matki, to bądźmy pewni, że na pewno go wykorzystają. W ten sposób dzie­ciom nierzadko udaje się pokonać rodziców. Dlatego zważajmy na to, aby być jed­no­myślni przed swoimi dziećmi. Możemy teraz łatwo się domyślić, dlaczego rozwody powodują tak ka­ta­stro­fal­ne skutki w psychice dzieci.

Zdarzenie z Hebr. 11,23 pokazuje nam trzy ważne problemy: niebezpieczeńs­two czyhające na dzieci, łaskę i miłość Pana do nich oraz odpowiedzial­ność rodziców.

Mojżesz znalazł się w niebezpieczeństwie. Jego ro­dzi­ce znali rozkaz Fa­raona (jest on obrazem szatana), w nas­tępstwie którego, ich syn miał być zgładzony. Jakorodzice powinniśmy jasno widzieć, że nasze dzieci są w wielk­im niebezpieczeństwie. Szatan, książę ciemności, chce je zdobyć dla siebie. Powinniśmy więc stale czuwać, gdyż on używa wszelkich dostępnych środków. Nie powinniśmy się jednak go bać, gdyż Pan Jezus zwyciężył jego oraz świat. Ten, który jest po na­szej stronie, jest silniejszy od władcy świata. Nie­bez­pieczeństwo istnieje zawsze, ale Pan może nas zachować.

Amram i Jochebed wiedzieli, że „dziecię było ślicz­ne” i to ślicz­ne dla Boga. Jest naturalne, że rodzice uważają swoje narodzone dziecko za naj­piękniejsze, ale czy wiemy też o tym, że nasze dzieci są także piękne dla Boga? On je miłuje i chce je mieć przy sobie. W Ewan­gelii Marka 10,13-16, znajdujemy wzru­sza­jący obraz, kiedy Pan Jezus zajmuje się dziećmi i bierze je na ra­mio­na. Widzimy także, że byli tam ludzie, któ­rzy za­bra­niali im przyjść do Niego. Dzieci z reguły chętnie słuchają o Jezusie, ale my dorośli możemy im niekiedy prze­szka­dzać. Często postępo­wanie rodziców może być wielką przeszkodą dla dzieci w znalezieniu drogi do Pana Jezusa. Myślmy o tym, że Pan chce mieć nasze dzieci dla siebie, chce „brać je na ramiona” i okazać im cała swoją miłość i łaskę.

Rodzice Mojżesza odczuwali wielką od­po­wie­dzial­ność i chcieli uratować swojego syna. Egipt i Nil są obrazem świata, dlatego zadaniem rodziców jest ochranianieswoich dzieci. Pomimo tego, że jako dzieci Boże jesteś­my na świecie, to „nie jesteśmy z tego świata”. Nie po­win­niśmy więc na­szym dzieciom zbyt wcze­śnie pozwalać na samodzielne życie w tym świe­cie, tym bardziej, kiedy nie jest to konieczne. Ten moment z pewnością nadej­dzie: szkoła, praca itd. Później będziemy żyć w nadziei, że Ojciec je za­chowa (Jana 17,15). Nasza od­po­wie­dzial­ność polega na tym, by nie poddawać ich niepotrzebnie i dobrowolnie wpły­wom świata. Powinniśmy sobie uświa­domić, że prak­tycz­ne oddzielenie od świata oznacza pewną izolację dla na­szych dzieci, co nie jest wcale takie proste. Po­win­niś­my więc udzielić naszym dzieciom re­kom­pensaty poświęcając im więcej czasu. To „poświęce­nie” nie po­win­no być jednak przesadne, gdyż może spo­wo­do­wać ich niepora­dność w późniejszym okresie życia.

b) ojcowie (Dz. Ap. 7,20)

Ojcowie zajmują w rodzinie ważne miejsce, dlatego m.in. w Dz. Ap. 7 czy­tamy o „domu Ojca”. Szcze­gó­ło­wych pouczeń udziela nam List do Efezjan 6,4. Czy­ta­my w nim: „Wy ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzie­ci waszych, lecz wychowujcie je w karności i na­pom­nie­niu Pańskim”. Spostrzegamy tu­taj trzy ważne aspe­k­ty.

Po pierwsze: ojcowie nie powinni swoim dzieciom da­wać powodu do gniewu. Jest to szczególne nie­bez­pieczeństwo dla ojców, gdyż z natury chcieliby uczynić swo­je dzieci przedmiotem swojego panowania. Zwią­zek pomiędzy dziećmi i ojcem powinien cha­rak­te­ry­zo­wać się przede wszystkim miłością i ciepłem. Ojcowie powinni zwracać szczególną uwagę na to, by nie po­stę­po­wać względem swoich dzieci w sposób dy­k­ta­tor­ski. Nie mogą na nich wyładować złości, także i wtedy, gdy po pracy wracają zmęczeni do domu. Dzieci są stworzeniem Bożym i za takie po­winniśmy je zawsze uważać. List do Kolosan 3, 21 przypomina ojcom, „aby nie byli przy­czy­ną rozgoryczenia swoich dzieci i nie byli dla nich zgorszeniem”. Zauwa­żmy tutaj pewne nie­bez­pie­czeń­stwo. Jeżeli na­sze kontakty z dziećmi będą opierały się na ciągłym kry­tykowaniu, jeśli dzieci nie będą miały możli­wości nic samodzielnie uczynić, to wkrótce staną się sfru­stro­wane i wąt­piące. Przez swoje postępowanie ojcowie po­winni być zawsze przykładem, a nie prze­szko­dą, po­wodującą potknięcie.

Po drugie: ojcowie powinni wychowywać swoje dzieci według Efez. 6,4. Chrze­ścijańskie wychowanie polega na wskazaniu dzieciom właściwego kierunku. Wymaga to zrozumienia i cierpliwości. Od dzieci nie można żądać zbyt wiele. Z kolei starsze dzieci należy rozliczać z po­wie­rzonych im zadań. Ojcowie powinni być wymagający względem swoich dzieci, uwzględ­niając jednocześnie ich naturalny i duchowy wiek.

Po trzecie: w Efez. 6,4 czytamy o napomnieniu i kar­noś­ci. W dzisiejszych czasach słowa te przyjmowane są z dezaprobatą. Ważną rzeczą jest modlit­wa za dzieci, jednak nie zastąpi ona karcenia i napominania we­d­ługSłowa Bożego. Oczywiście, karność nie doty­czy w pier­w­szej linii cielesnego ka­rania. W ogóle oj­co­wie nie powinni być tymi, którzy wymierzają „regular­ne kary cielesne” swo­im dzieciom. Karanie oznacza po­sta­wienie nie­po­słu­sz­nemu dziec­ku wyraźnej bariery. Na­pomnienie z kolei wskazuje dziec­ku właściwą drogę i jest obok karcenia pod­sta­wo­wą zasadą wy­cho­wy­wa­nia (według tych zasad wychowuje nas także Bóg).

Zważajmy na to, aby nie wychowywać swoich dzieci dla świata, lecz dla Pana. Osiągnięcia, gonitwa za karierą w szkole, pracy, nie mogą być głównym celem w życiu naszych dzieci. Naj­waż­niejszym jest, aby zostały zwy­cię­z­cami Pańskimi.

c) matki (2 Mojż. 2,1-10)

Znajdujemy tutaj piękne wskazówki, które mogą być przydatne matce wycho­wującej dziecko.

Czytamy najpierw, że Jochebed wykonała koszyk, w któ­rym położono Mojże­sza. Zrozumiała także ko­niecz­ność położenia go na brzegu Nilu. Nie była ona w stanie wyczerpać jego wód, ale zabezpieczyła dziecku pewną ochronę. Dzisiaj nie jest inaczej. Nasze dzieci żyją w świe­cie pełnym niebezpieczeństw. Nie jesteśmy w stanie zabrać naszych dzieci ze świata, lecz mo­że­my zapobiec wielu zagrożeniom z jego strony. Walka ze światem jest z góry skazana na przegraną. Świat i jego nie­bez­pie­czeń­stwa pozos­taną. Pozostaje nam jednak możliwość ochrony naszych dzieci. Mówiąc ob­razowo – każdamatka powinna spo­rzą­dzić „koszyk”, w którym mogłaby ukryć swoje dziecko. Koszyk, w którym leżał Mojżesz, przy­pomina nam Arkę Noego, zbudowaną w celu oca­le­nia przed nadchodzącym sądem. Zarówno Arka Noego, jak i koszyk Mojżesza wskazują na osobę Pana Jezusa. Jedynie On może za­chować nasze dzieci. Matki, które uplotły dla swoich dzieci odpowiednie koszyki, stawiają przed ich serca osobę Jezusa, same żyjąc Jego usposo­bieniem. Dzie­ci, które cały dzień przebywają z matką, zauważą doskonale, jakie jest jej usposobienie. W za­le­ż­no­ści od tego, w jak bliskiej społe­czności z Panem Jezusem żyje matka, tak postępować będą dzieci.

Drugim ważnym pouczeniem, którego udziela nam Jo­chebed, jest karmienie dzieci mlekiem. W ten spo­sób matka daje swojemu dziecku to, co najlep­sze. Karmiąca matka zwraca szczególną uwagę na swoje po­żywienie, aby nie przynieść szkody swojemu dzie­c­ku. Podobnie jest w sferze duchowej. Jeśli matki są du­chowego uspo­so­bienia, to stanie się to także udzia­łem ich dzieci. Będą przez to w coraz cudowniejszy sposób pokazywać swoim dzie­ciom osobę Pana Je­zu­sa.

3. Dzieci

Zajmijmy się w końcu także postępowaniem dzieci. Mają one kontakt zaró­wno z rodzicami jak i ze świa­tem. Stosunek dzieci do rodziców powinien cha­rak­te­ry­zować się czcią i posłuszeństwem. Jeśli są one nie­po­słuszne, to na podstawie Efez. 6,1 popełniają bez­pra­wie.

W Liście do Hebrajczyków 11,24 znajdujemy ważne wska­zówki, dotyczące po­stępowania dzieci w sto­sun­ku do świata. Chciejmy rozważyć ten fragment. W ży­ciu każdego dziecka nadchodzi moment, w którym zaczyna ono wybierać i podejmować decyzje. Od tej pory spo­czy­wa na nim odpowiedzialność i wtedy po­win­no też od­po­wie­dzieć sobie na pytanie, komu za­mie­rza służyć – świa­tu czy Panu.

Cóż ma nam do zaoferowania świat? W tym co po-siada, ukazuje się z jak najlepszej strony:

a) Mojżesz mógł zostać synem córki Faraona. Świat zawsze oferuje chwałę i cześć bez dopowiedzenia, że rzeczy te są przemijające

b) świat oferuje cały wachlarz zachęcających przynęt grzechu. Przynęty te mogą być dla każdego inne. Pa­mię­taj­my jednak: kto sieje dla ciała, będzie żniwował dla ciała skażenie

c) świat oferuje nam skarby Egiptu. Mogą to być rzeczy materialne: zło­to, domy, samochody lub nie­ma­ter­ialne, np. władza, wiedza.

Nie tylko świat ma nam coś do zaoferowania. Pan Jezus chce nam dać coś więcej:

a) Mojżesz wolał cierpieć niedolę razem z ludemBożym. Co to oznaczało, widzimy podczas 40-letniej wędrówki po pustyni. Lud ten pozostał jednak dalej Bo­żym ludem, gdyż Bóg się nie zmienia, mimo że my się zmieniamy

b) Mojżesz wybrał hańbę Chrystusową. Jest to na­stęp­stwo naśladowania Pa­na Jezusa w słowie, czynie itp. Jest to jednak hańba, którą niósł Pan Jezus żyjąc na ziemi. Hańba ta wywołuje głęboką radość w naszym sercu

c) Pan oferuje zapłatę w przyszłości. Chociaż za­pła­ta nie powinna być motorem naszego działania (po­win­na być nim miłość), to możemy się cie­szyć, że w przy­sz­łoś­ci ją otrzymamy.

Wielu młodych ludzi uważa dzisiaj, że wolałoby po­siąść zarówno świat jak i Pana. Ale to jest niemożliwe. Każ­dy musi osobiście rozstrzygnąć komu chce być po­słuszny, komu służyć. „Złotej ścieżki” nie ma.

Oby Pan zechciał nas bogato obdarować, abyśmy również jako rodzina, z mocnym postanowieniem w ser­cu, mogli przy Nim trwać. Wtedy będzie On mógł zawsze być przy nas i nam błogosławić. Dom chrześcijański – miejscem Bożej bojaźni i wiary

W swoim Słowie Bóg wskazuje nam nie tylko zasady na­szego życia jako chrześcijan, ale także myśli do­ty­czące życia w małżeństwie i w rodzinie. Domy nasze powinny być miejscem bojaźni Bożej i wiary. Chciejmy teraz szerzej zająć się tym tematem i odpowiedzieć na pytania:

1. Co to jest chrześcijańska rodzina?

2. Przez co objawia się w rodzinie miłość Boża?

3. Jak objawia się w rodzinie wiara?

1. Chrześcijańska rodzina

Wielu ludzi myśli, że wystarczy mieszkać w chrześ­ci­jań­skim kraju, a wte­dy jest się automatycznie chrze­ś­ci­jań­ską rodziną. Inni uważają, że waru­nkiem jest przy­na­leżność rodziców do jakiejś chrześcijańskiej spo­łecz­no­ści religijnej. Obydwie te tezy są błędne i nie znaj­dują oparcia w Sło­wie Bożym.

Jak powstaje chrześcijańska rodzina i czym się cha­rak­teryzuje, widzimy np. w Dz. Ap. 16,30-34. Ze­chciej­my na podstawie postępowania stróża wię­zien­ne­go z Filipii zauważyć pięć charakterystycznych wska­zó­wek:

1. „Co mam czynić, abym był zbawiony?” W chrze­ś­ci­jańskiej rodzinie ro­dzice i każdy z jej członków powinien pewnego dnia spojrzeć do swojego serca i za­uważyć, że jest zgubionym grzesznikiem po­trze­bu­ją­cym Bożego ratunku. To jest pierwszy krok każdej chrześcijańskiej rodziny. Pismo Święte mówi też:

2. „Uwierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony”. Kto poznał, że jest zgu­biony, może przez wiarę w Pana Jezusa i Jego doskonałe dzieło uchwycić się zba­wie­nia. Wiara w Pana Jezusa jest fundamentem mał­żeń­stwa i rodzi­ny.

3. „Ty i dom twój”. Rodzice powinni być świadomi faktu, że cały dom, tzn. również dzieci są z natury grze­sznikami i że budzi się w nich samo­wola i nie­po­słu­szeństwo. W Psal­mie 51,7 znajdujemy po­twier­dze­nie tej te­zy: „Oto urodziłem się w przewinieniu i w grze­chu poczęła mnie matka mo­ja”. Rodzice chrześ­ci­ja­nie nie powinni o tym zapominać. Dawid mówi da­lej: „Pokrop mnie hizopem, a bę­dę oczyszczony; obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę”. To powinno być codziennym życzeniem ro­dzi­ców w sto­sunku do dzieci. Żaden z rodziców nie jest w stanie zbawić swoich dzie­ci. Może to uczynić jedynie Pan Jezus. Rodzice nie mogąteż nawrócić swoich dzieci, gdyż one same muszą to uczynić. Wszyscy wierzący rodzice mogą jednak coś zrobić dla swoich dzieci – modlić się za nich.

4. „I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu”. Każda prawdziwie chrześcijańska rodzina posiada otwarte uszy na Słowo Boże, gdyż zawarte w nim myśli wskazują nam Bożą wolę do­ty­czą­cą małżeńs­twa i rodziny. Nasze własne myśli wprowadzają nas często w błąd, ale po­dążanie za Słowem Bożym przynosi błogosławieństwo.

5. „I weselił się wraz z całym swoim domem, że uwie­rzył w Boga”. Chrześ­cijańskie małżeństwo od­zna­cza się wreszcie dziękczynieniem i radością. Dzię­ko­wa­nie Bogu za zbawienie jest naszym wielkim przy­wi­le­jem otrzy­ma­nym przez Pana Jezusa. Oczywiście, że w rodzinie dzię­ku­jemy Bogu za wszelkie bło­go­sła­wień­stwa, ale po­win­niś­my wykorzystywać każdą okazję, aby uwiel­biać Boga za jego cudowne dzieło na krzyżu. Modlitwy przed wspól­ny­mi po­siłkami mogą być także do tego okazją.

2. Bojaźń Boża w rodzinie

Chciejmy na początku wspomnieć o tym, co nie jest bojaźnią Boża. Nie jest nią strach przed Bożym sądem. Pan Jezus sam powiedział, że nikt spośród tych, którzy wNiego wierzą, nie będzie sądzony. Jan pisze: „W tym miłość do nas doszła do doskonałości, że możemy mieć niezachwianą ufność w dzień sądu, gdyż jaki On jest, tacy i my jesteśmy na tym świe­cie. W miłości nie ma bojaźni, wszak doskonała miłość usuwa bojaźń, gdyż bojaźń drży przed karą” (1 Jana 4,17.18). Oby Pan zdziałał w naszych ser­cach, abyśmy nie lękali się sądu. Czym jest w takim razie bojaźń Boża? Odpo­wiedź znaj­du­jemy w Księdze Izajasza 66. Czytamy w niej: „Lecz ja patrzę na tego, który jest pokorny i przy­gnę­bio­ny na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa”. Inaczej mówiąc, bojaźnią Bożą będzie to, jeśli przyjmiemy Słowo Boże do swojego serca i sumienia z jego całkowi­tym autorytetem.

Na podstawie dwóch fragmentów z Ewangelii Łu­ka­sza chciejmy zobaczyć, czym jest bojaźń Boża w ro­dzi­nie i w czym się ona wyraża.

Łuk. 6,47.48

Pan Jezus mówiąc w urywku Łuk. 6,47-48 o czło­wie­ku, który zbudował swój dom na skale, zwraca naszą uwagę na trzy ważne aspekty.

1. „Każdy, kto do mnie przychodzi”. Widzieliśmy już wcześniej, czym jest dla człowieka zwrócenie się we wierze do Zbawiciela. Tutaj chodzi także o to, abyśmy stosowali te słowa każdego dnia. Zarówno w ma­ł­żeń­stwie jak i w rodzinie ciągle na nowo powstaje ko­nie­cz­ność zwra­cania się do Pana Jezusa. Czynimy to przezmo­dli­t­wę.

Prawdziwa modlitwa pochodzi z głębokiego prze­ko­nania o tym, że nie jes­teśmy zdolni czynić tego, co Bóg od nas żąda. Przez modlitwę wyrażamy przed Bogiem naszą niemoc.

Własnymi siłami nie jesteśmy w stanie wykonać Jego woli. Potrzebujemy do tego Jego pomocy. Dla­te­go przez modlitwę wyrażamy swoją zależność od Niego.

Osobista modlitwa jest sprawą niezmiernie ważną. Nikt też nie może żyć wiarą innych. Mąż nie może żyć wiarą żony i odwrotnie. Również i dzieci nie mogą żyć wiarą rodziców. Każdy członek rodziny potrzebuje oso­bistej modlitwy (kontaktu z Bogiem). Jednak wspólna rodzinna modlitwa jest bar­dzo ważna i związana jest z wielu błogosławieństwami.

Nasze dzieci powinny się nauczyć samodzielnego prowadzenia i pielęgnowa­nia życia modlitewnego. Po­trze­bują one w tym celu kierownictwa rodziców, a szcze­gól­nie ojca. Jeśli rodzice będą dla nich przy­kła­dem, na­u­czą się tego bardzo szybko.

2. „...i słucha słów moich”. Bardzo istotną sprawą jest także to, by słuchać tego wszystkiego, co Bóg ma nam do powiedzenia w swoim słowie. W bogobojnej rodzinie Słowo Boże będzie wspólnie czytane każdego dnia. Je­śli będziemy to czynić w pełnej zależności od Pana, przy­nie­sie nam to wiele błogosławieństw.

Obowiązkiem każdego ojca jest nauczyć się tak czytać, aby wszystko było zrozumiałe dla dzieci. Słowo Boże za­wie­ra obfity pokarm dla każdego, ró­wnież dla naj­młod­szych. Czy jako ojcowie jesteśmy zdolni do przygotowa­nia dzieciom pokarmu z przeczytanego tekstu? W za­leż­no­ści od tego, co i jak będzie im podane, ich korzyść będzie większa lub mniejsza. Jeśli przeczytamy trudne do zrozumienia fragmenty i nie wyjaśnimy ich dostatecz­nie jasno, dzieci nie będą miały z tego żadnej korzyści, a wewnętrznie pozostaną głodne.

Dlatego powinniśmy zawsze dobrze rozważyć, co i jak będziemy czytać. Dzieci potrzebują wielu wska­zó­wek do zrozumienia Słowa Bożego. Równocze­śnie nie należy ich przekarmiać Biblią. W tym także kryje się niebezpieczeń­stwo.

Przykładem może być dla nas naturalny rozwój dzie­c­ka. Ilość spożywanego pokarmu jest zależna od wagi cia­ła. Tak samo powinno być w sprawach du­chowych.

3. „...i wykonuje je”. W chrześcijańskiej rodzinie Słowo Bo­że powinno być nie tylko czytane, ale również wy­ko­ny­wa­ne. Wykonywać Słowo Boże oznacza prze­ży­wać je praktycznie. Nie chodzi o to, aby w pewnych okoli­cznościach cytować urywki z Pisma świętego. Nie chodzi także o to, aby na ścianie mieszkania powiesić piękny wiersz z Biblii. To wszystko ma swoje miejsce i swo­je znaczenie, ale najważniejsze jest wykonywanie Sło­wa Bożego. Czy żyjemy według Bożych myśli?

Na matce i ojcu spoczywa odpowiedzialność wy­cho­wywania i prowadzenia swoich dzieci tak, aby w swo­im życiu mogły postępować według Bożych za­leceń.

W jaki sposób możemy je tego nauczyć? Czy może na drodze rozkazów lub poleceń? Kiedy Bóg dał Izraelowi zakon i powiedział: „tak musisz czy­nić”, to szybko się okazało, że naród ten nie był zdolny spełnić Bożych wymagań. Po wykonanym na Golgocie dziele zbawienia Bóg nie mówi już w ten sposób do czło­wie­ka. Również i my nie powinniśmy mówić do siebie „musisz”. Jest to swego rodzaju wskazywanie na drugiego palcem, co pro­rok Izajasz nazywa „jarzmem” (Iz. 58,9).

Nie, sposób, którego należy użyć w celu nauczenia naszych dzieci posłu­szeństwa względem Słowa Bo­że­go jest inny. W Liście do Hebrajczyków jede­naście razy czytamy słowa: „oby tak było”. To jest właściwy sposób. Po­winniśmy jedni drugim zalecać, aby w łasce Bożej wykonywać Bożą wolę. Jedynie to przyniesie prawdziwe szczęście.

Dom, w którym te trzy prawdy znajdują za­sto­so­wa­nie, jest domem postawio­nym na skale. Posiadamy wtedy mocny fundament pod nogami. Fundament taki ozna­cza bezpieczeństwo przed wichrami i doś­wiad­cze­niami, które przyjdą na rodzinę. W naszych ro­dzi­nach nie biegnie wszystko tak gładko, jak by­śmy sobie tego życzyli. Kto jednak ufa Panu Jezusowi i Jego Słowu, ten ostoi się w czasie prób i nie dozna szkody.

Tą skałą jest Słowo Boże i Pan Jezus. Słowo Boże posiada nierozerwalny związek z Jego osobą, dlatego też pod­czas czytania doznamy wielkiej ra­dości, gdy bę­dzie­my szukać samego Pana.

Łuk. 1,5.6.

W tym fragmencie ukazane jest mał­żeń­stwo, w którym zo­baczymy cudowne następstwa bo­ja­źni Bo­żej. Za­cha­ria­sza i Elżbietę charakteryzowały cztery ce­chy:

1. „Byli sprawiedliwi” przed Bogiem. Nie chodzi tu o na­sze zasadnicze sta­nowisko przed Bogiem, tylko o prak­ty­czną sprawiedliwość w życiu. Spra­wiedliwość i po­słuszeństwo idą przeważnie w parze, lecz ozna­cza­ją coś in­nego. Posłuszeństwo jest poddaniem się Słowu Bo­że­mu. Sprawiedliwość jest to zgodność z my­śla­mi Bożymi i Bo­żą wolą. Prawdziwe posłuszeństwo prowadzi zawsze do praktycznej sprawiedliwości. Sposób bycia rodziny po­winien być sprawiedliwy przed Bogiem. Oczywiście, że powinniśmy także mieć wzgląd na innych ludzi, ale zawsze powinniśmy myśleć o tym, że na­sze czyny i dą­że­nia są jawne przed obliczem Bożym.

2. „Postępowali według przykazań Bożych”. To wi­dzie­liśmy już wcześniej. Największe znaczenie ma nie to, co mówimy, ale to, co czynimy. W Liście do Rzymian 12,2 żąda się od nas, abyśmy doświadczyli tego, co jest wolą Bożą, dobrą, przyjemną i doskonałą. Oznacza to dla nas ciągłe ćwiczenie. Po­trzebujemy mądrości od Pana, aby w ten sposób żyć

3. „Postępowali według wszystkich przykazań Pań­skich”. Jest możliwe, że w naszym sercu do­ko­nu­je­my wyboru według naszych skłonności. Zwracamy uwagę na to, co nam odpowiada, a wszystko inne pomijamy. To nie jest właściwe. Chodzi o to, aby całkowicie czynić Bożą wolę. Tymoteuszowi zostało po­wiedziane: „Zatrzymaj mocno obraz zdrowych słów”. Chodzi tu o cały ob­raz. Nie wię­cej, ale także nie mniej. Dla nie­któ­rych istnieje nie­bez­pie­­czeństwo wykraczania poza Słowo Boże i żądania (np. od swoich dzieci) czegoś, czego nie znajdujemy w Biblii.

4. „Postępowali nienagannie, według przykazań Bo­żych”. Można wprawdzie żyć według przykazań Bo­żych, ale nie jest to chodzenie nienaganne. Jest rze­czą złą, jeśli mamy wysokie mniemanie o naszym po­stę­po­wa­niu, a o chodze­niu innych mówimy le­kce­wa­żą­co. Wy­ko­nywać nie­nagannie Słowo Boże, oznacza zachować je ze wszel­ką pokorą.

3. Wiara w rodzinie

Każdy prawdziwy chrześcijanin pamięta dzień, w któ­rym z wiarą zwrócił się do Boga. Przez wiarę osiągnął zba­wienie, przez co uwielbił także Bo­ga.

Wiara nie ogranicza się jednak tylko do sprawy zba­wie­­nia, lecz powinna charakteryzować całe chrześ­ci­jań­skie życie, także rodzinne. Zgubiony grzesznik, który przyszedł do Boga, zaczyna wierzyć Bogu, Jego istnieniu oraz dziełu na krzyżu Golgoty. Chrześcijanin nie wierzy jednak tylko w Boga, ale także Bogu. Wiara Bogu ozna­cza zaufanie i ścisły z Nim zwią­zek.

Obydwie te cechy powinny charakteryzować nasze życie rodzinne. List do Hebr. 11,1 określa nam wiarę. Z dzie­cięcą wiarą i ufnością przyjmujemy to, co Bóg mówi do nas w Swoim Słowie. Życie stawia nam wiele pytań. Gdzie znajdziemy odpowiedź? W Słowie Bo­żym. Decydujące jest jednak to, czy wierzymy w to, co Bóg do nas mówi. W trzecim wierszu, 11 r. Listu do He­braj­czy­ków podany jest pewien przykład. „Przez wiarę po­zna­je­my, że światy zostały ukształtowane słowem Boga”. Jeśli dziecko usłyszy w szko­le o teorii ewolucji, to czy możemy mu w jakiś sposób pomóc? Oczywiście! Ponieważ mamy w rękach Słowo Boże, w którym nie ma kłamstwa.

Na niektóre pytania znajdujemy w Słowie Bożym bezpośrednią odpowiedź, na wiele innych nie. Ile dzieci podaruje nam Bóg? Jaki zawód powinny one wybrać? Czy powinniśmy zmienić miejsce za­mie­sz­ka­nia? Jakiego partnera życiowego wybierze Bóg dla naszych dzieci? Na powyższe pytania nie uzys­kamy bezpośredniej od­po­wie­dzi. Jednak nie jesteśmy bez pomocy. Jesteśmy przecież w ścisłym związku z Bo­giem, dlatego możemy otrzymać wiele wska­zówek.

Szczęśliwe dzieci, których rodzice posiadają taki kon­takt z Bogiem! W 2 Tym. 1,5 czytamy o dwóch nie­wia­stach, w których była „zadomowiona” wiara. Posiadały one ścisły związek z Bogiem, z czego mógł skorzystać także Ty­moteusz.

Przez „związek z Bogiem” należałoby rozumieć ścisłe (zażyłe) z Nim kon­takty. Szukamy Jego oblicza, aby uzy­skać odpowiedź na nasze pytania. To wymaga niekiedy cza­su i cierpliwości, ale ucisza i uspokaja nasze serca.

Chrześcijanie nie rzucają losów, aby dowiedzieć się, jaka jest wola Bo­ża. Chrześcijanin postępuje roz­sąd­nie, w ścisłej społeczności ze swoim Panem. Nie jest to niekiedy proste, aby wyraźnie zauważyć wolę Bożą. Pe­wną pomoc znajdujemy w zdarzeniu opisanym w Ew. Jana 13,21-25. Również i w tym przypadku (mimo, iż chodzi o smutne wydarzenie, które wstrząsnęło Panem do głębi), możemy wiele się nauczyć. Za­u­wa­ży­my tutaj sześć charak­terystycznych cech.

1. „Jeden z was mnie wyda”. Pan nie mówi do uczniów natychmiast, kto Go wyda. Zwracając się bezpośrednio do nas, nie mówi niekiedy od razu, jaka jest Jego wola w da­nej sprawie. On chce nas czasami zbliżyć do siebie, każąc nam czekać.

2. „Wtedy uczniowie spojrzeli po sobie w nie­pew­no­ś­ci”. Ważne jest, abyś­my w gronie rodzinnym roz­ma­wia­li jedni z drugimi, wymieniając myśli.

3. „Aby się wypytał, kto to jest”. Uczniowie pytali Pana Jezusa. Jeśli chcemy znać odpowiedź na jakieś pytanie, musimy pytać Pana Jezusa. On sam może nam jej udzielić.

4. „A jeden..., leżał przy stole na łonie Jezusa”. Jan znaj­dował się na właściwym miejscu w momencie zada­wa­nia pytania. Również i my powinniśmy być na od­po­wied­nim miejscu, tzn. w kontakcie i społeczności z Pa­nem, aby wypytywać o Jego wolę. Kogo oddziela od Niego pewien dystans, trudno mu będzie poznać Jego myśli.

5. „A on, wsparłszy się o pierś Jezusa..”. Jan był bardzo blisko Pana Jezusa i mógł zażywać Jego miłości. Takie miejsce powinniśmy zająć jako rodzina, jeśli mamy jakiś szczególny problem do rozwiązania. Na Jego ło­nie zażywamy Jego miłości i rozmyślamy o niej. Jak często mówimy o swo­jej miłości do Niego? Powinniśmy jednak w Jego miłości odpoczywać, pozo­sta­jąc w ciszy i spo­ko­ju. Kiedy będziemy w tej za­leż­no­ści, lepiej pozna­my Jego wolę.

6. „Panie, kto to jest?” Jan nazywa „Go” Panem. Kto w peł­nej świadomości i uniżeniu tak zwraca się do Jezu­sa, ten zajął stanowisko uniżenia. Po­winniśmy prak­ty­cz­nie przyjąć Go, jako Pana naszego życia, żeby móc po­znać Jego wolę.

Na rozpoznanie woli Bożej nie ma patentu. Jeśli jednak przebywamy ba­rdzo blisko Pana Jezusa, je­steś­my z Nimblisko związani i zażywamy Jego miłości, to otrzymamy także wiele światła na naszej drodze.

Moralna ciemność coraz bardziej zwiększa się na świecie. Ona otacza nas tak, jak w dniach pobytu narodu izraelskiego w Egipcie. Pismo Święte mówi:„I nastała gęsta ciem­ność w całej ziemi egipskiej przez trzy dni. Przez trzy dni nie wi­dział jeden drugiego i nikt nie mógł wstać z miejsca swego; ale wszyscy synowie izraelscy mieli światło w siedzibach swoich” (2 Mojż. 10,22.23). Mimo ciemności panującej na świecie, posiadamy nie­o­myl­ne Słowo Boże, które jest jasnym światłem na na­szych drogach i w naszych domach. Bóg wskazuje nam swoje zasady i wymagania. Wy­ma­ga­nia te są bardzo trudne, tak trudne, że własnym wysiłkiem nie jesteśmy w sta­nie ich spełnić. Bóg nie zostawił nas jednak bez nadziei, ale darował nam siłę, abyśmy speł­niali Jego zasady, zarówno w małżeństwie jak i w rodzinie.

Jest tylko jeden człowiek, który odpowiadał wszy­st­kim wyma­ganiom Bożym. To jest nasz Pan, który jest przy­kła­dem dla nas. Naśladujmy Go w naszej rodzinie! Wtedy Bóg ześle nam obfite błogosławieństwo.

Chrześcijański dom – Bożym
świadectwem dla świata

1. Świadectwo przed ludźmi

Czy zastanawialiśmy się już nad tym, że nie tylko osobiście, ale także z naszymi domami i rodzinami powinniśmy być Bożym świadectwem dla świa­ta? Wielu ludzi w dzisiejszych czasach nie zna i nie czyta Biblii. Boże zasady dotyczące małżeństwa i rodziny są im nieznane. Dlatego dużego znaczenia nabiera świa­dec­two chrześcijańskiego małżeństwa. Żyjąc wg za­sad i wy­ma­gań Bożych w małżeństwie i w rodzinie, jesteśmy Bożym świadec­twem. Tego świadectwa lu­dzie nie są w stanie zignorować. Biblię mogą od­łożyć i nie zajmować się nią, ale naocznego świadectwa odrzucić nie mo­gą.

W Mat. 5, Pan Jezus mówi o tym, że jesteśmy światłem świata i solą ziemi. W jaki sposób możemy być solą zie­mi? Jeżeli pokażemy, że w tym ziemskim życiu (a szcze­gólnie w małżeństwie) mamy do czy­nienia zarówno z Bo­żym porządkiem ustanowionym przez Stwórcę jak i z za­sa­dami Bożymi. Jeśli w na­szych rodzinach żyjemy we­dług światowych idei, to Słowo Boże mówi nam: „Jeśli te­dy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą?” (Mat. 5,13). Jeśli chrześcijanie w swo­ich ziemskich stosunkach nie żyją wg Bożych zasad, wtedy pomniejszają tym samym siłę Ewangelii.

W 1 Mojż. 18, Bóg ukazuje dwie rodziny żyjące w jed­nym czasie, które są do nas bardzo podobne. Jest to rodzina Abrahama i Lota. Ro­dzina Lota żyła w grzesznej Sodomie. Chociaż Lot w późniejszym czasie składał świadectwo o nadchodzącym sądzie, nie zo­sta­ło ono przyjęte. Wyś­miano go. Co było tego po­wo­dem? W jego postępowaniu nie było żadnej róż­nicy w porównaniu z po­stępowaniem ludzi żyjących w tym mieście.

Całkiem inaczej było z rodziną Abrahama. On kie­ro­wał nią według Bożych zasad i dlatego jego świa­dec­two było wiarygodne. Niewierzący mieszkańcy oko­licz­nych miast widzieli w nim księcia Bożego. W jego ro­dzi­nie było wielu wierzących, co było rezultatem jego po­bożnego życia.

W 2 Liście do Koryntian Paweł pisze o tym, że my je­steśmy listem Chrys­tusowym. Wyrażenie to mówi oczy­wiś­cie w pierwszym rzędzie o wierzących, jako całości, mo­żemy jednak ten wiersz wykorzystać w naszym te­ma­cie, kiedy mówimy o rodzinie. Jesteśmy listem Chrys­tu­so­wym znanym i czytanym przez wszy­st­kich ludzi. Dlatego nie jest obojętne, jak prowadzimy nasze małżeństwo i rodzinę.

2. Trzy Boże zasady

Rozważmy najpierw trzy poważne Boże zasady o mał­żeń­stwie i rodzinie. Za­stanówmy się, w jaki sposób mo­że­my zasady te urzeczywistnić dla Bożego świa­dec­twa.

2.1 Świętość małżeństwa

Pierwszą zasadą i podstawowym zadaniem każdego małżeństwa jest zachowa­nie i okazywanie świętości. Czytamy o tym w Ew. Marka 10,6-9. „Ale od po­czątku stworzenia uczynił ich mężczyzną i kobietą. Dlatego opuści czło­wiek ojca swego i matkę i połączy się z żoną swoją. I będą ci dwoje jed­nym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co tedy Bóg złą­czył, człowiek niechaj nie rozłącza”. Ta wypowiedź Jezusa jest nadzwy­czaj ważna. Zapatrywania świata są zu­peł­nie inne i nie powinniśmy uważać, że one nie będą miały na nas żadnego wpływu. Spoglądajmy więc na zasady Biblii i trwajmy przy nich.

Powstanie małżeństwa

Pan Jezus objaśnia nam w tych wierszach trzy ważne zasady, które wska­zują, w jaki sposób powstaje chrześ­ci­jań­skie małżeństwo:

1. Człowiek opuszcza swoich rodziców, tzn. jest sa­mo­dziel­ny i może sam prowadzić rodzinę. Wszystkie inne przypadki są wbrew myślom Bożym. Jeże­li mę­ż­czy­zna nie jest w stanie żyć samodzielnie, to Bóg nie będzie apro­bował jego poczynań w celu znalezienia sobie żony. Samodzielność nie za­myka się jedynie w sprawach finansowych, lecz również w duchowych. Zasa­dą Bożą jest: „Upraw dla siebie pole, a potem zakładaj swój dom” (Przyp. 24,27).

2. Mąż „przyłączy się do żony swojej”, tzn. będzie wraz z żoną tworzył małżeństwo. Jeżeli Pan zbliży do siebie jakiegoś mężczyznę i niewiastę, to Jego wolą jest, aby oni się pobrali. Związek małżeński nie jest jakąś tajemną sprawą między dwojgiem ludzi, lecz jest oficjalną pro­kla­ma­cją. Ten oficjalny związek jest w różnych kulturach inaczej realizowany. W naszym kraju związek małżeński zawiera się w urzędzie stanu cy­wil­ne­go i dopiero po oficjalnym ślubowaniu związek jest waż­ny przed Bogiem. Danie sobie słowa przez męż­czy­znę i kobietę nie jest jeszcze zawarciem związ­ku. To są dwie różne sprawy. W 1 Mojż. 24,58 widzimy, że Rebeka przyrzekła słudze Abra­hama, iż zostanie żoną Izaaka. Upłynęło jednak wiele czasu, zanim Izaak wprowadził swoją żonę do namiotu swojej matki, czyli zanim małżeństwo stało się rzeczywistością.

3. „Dwóch będzie jednym ciałem”. Tutaj Pan Jezus mówi o cielesnym złą­czeniu mężczyzny i niewiasty w związ­ku małżeńskim. Pożądanie płci prze­ciwnej jestrównież czymś, co Bóg dał człowiekowi. Wszystko, co Bóg daje jest dobre, również zainteresowanie męż­czy­zny kobietą i odwrotnie. Nie myślmy o tym zbyt po­bie­ż­nie. Dla urzeczywistnienia tych spraw ustanowił jed­nak Bóg małżeństwo. Takie postępowanie wydaje się może nie­mod­ne i staroświeckie w oczach otaczających nas ludzi. Jako dzieci Boże, powin­niśmy i w tych sprawach być świadectwem. Przedmałżeńskie kon­tak­ty seksu­alne są grze­chem i szkodzą bardzo poważnie Boże­mu świa­de­ctwu.

Szatan jest jednak zawsze blisko i jego celem jest złamać powyższe zasa­dy w człowieku. Próbuje on także odwrócić kolejność powyższych, nastę­pu­jących po sobie kroków. Ważna jest kolejność, jaką pokazuje nam Pan Jezus: samodzielność – zawarcie związku małżeńskiego – jedność płciowa.

Cudzołóstwo i rozwód

W Hebr. 13,4 jest zawarte pewne przypomnienie: „Małżeństwo niech będzie we czci u wszystkich..”. Bóg widzi w tym wielką wartość. My, chrześcija­nie, je­steś­my skłonni do umniejszania tych zasad, u Boga mają one jednak duże znaczenie. Małżeństwo jest związ­kiem du­cha, duszy i ciała. W tych trzech aspektach po­­win­niś­my je widzieć.

Dalej w Hebr. 13,4 czytamy : „...a łoże nieskalane”. Oznacza to, że w małżeństwie nie może być mowy o cu­­dzo­łóstwie. Chcemy to podkreślić z wielką po­wa­gą, ale i z miłością. Cudzołóstwo jest strasznym grze­chem i w każ­­dym przypadku w Biblii zostało kon­se­kwen­tnie o­są­dzone. Następstwa cudzołóstwa są po­ważne i trwają nie­kie­dy całe życie. Dlatego chciejmy dać się ostrzec.

Jeśli ktoś z czytelników jest zaręczony, niech przyj­mie pouczenie i również w tej sprawie niech będzie świa­tłem swego Pa­na. Unikajmy jakiegokolwiek po­zo­ru, który rzuciłby złe światło na nasze narzeczeństwo. Zadaniem narzeczonych jest urzeczywistnianie Bożych myś­li.

W Ew. Marka 10,9 Pan Jezus mówi: „Co tedy Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza”. Wiersz ten często jest źle rozumiany (niejednokrotnie świadomie). Mówi się: związek, który nie był zawarty „w Panu”, nie jest praw­dzi­wym związkiem, a w niebie nie został on związany. Tych dwoje nie jest połączonych przez Boga. Następstwem tego jest akceptacja rozwodu. Niestety, są również wśród chrześcijan małżeństwa, które nie były zawar­te „w Panu”, ale samowolnie, bez Jego woli. Jednak i takie mał­żeń­stwa, jeśli zostały zawarte według obowiązujących praw, są za­ak­cep­to­wa­ne w niebie. Tym samym małżonkowie są „złączeni przez Boga”. W wierszu tym zawarta jest zasada, że każde małżeństwo złączone jest przez Boga, gdyż to On ustanowił instytucję małżeństwa – więc tego, co Bóg złączył, człowiek nie może rozdzielić.

W chrześcijańskim małżeństwie nie może być nawetmyśli o rozłączeniu związku, a jeśli takie myśli wkradną się do naszych serc, to powinny być natychmiast osą­dzo­ne. Rozwód jest w oczach Bożych czymś ohydnym. Bóg już w Starym Testamencie powiedział: „On ma w nie­na­wiś­ci opuszczenie żony” (Mal. 2,16). Czy najbardziej w ta­kim przypadku nie cierpią dzieci? Dlate­go też nie powinniśmy dopuszczać do siebie myśli o rozwodzie. Najważnie­jsze jest to, że Bóg nienawidzi rozwodów.

Nie chcemy jednak w związku z rozwodem myśleć tylko o rozwodzie urzędo­wym. Pamiętajmy, że ludzie zauważą również to, gdy wewnątrz małżeństwa każdy z jego członków idzie własną drogą. Małżeństwo winno być „całoś­cią”, nie może żyć „obok siebie” lub „prze­ciw sobie”. Piotr żąda od mę­żów, „żeby mieszkali z żonami umie­jęt­nie”. Ma to zewnętrzny i wewnętrzny aspekt. Wolą Bożą jest, abyśmy wewnętrznie pozostali zwią­za­ni. W naszych sercach nie może powstać ozię­bienie, co niestety, często można zauważyć. Jeśli spo­strze­ga­my, że wewnętrzna strona małżeństwa zostaje naruszona, powinniśmy na­tych­miast znaleźć drogę do Pana Jezusa i Jego prosić o po­moc. Har­mo­nij­ne małżeństwo jest jasnym świa­dec­twem Pana w tym świecie.

2.2 Różnica między mężem i żoną

Omówimy teraz drugą ważną zasadę. Wskazuje ona na rolę, jaką Bóg dał mę­żowi i żonie do spełnienia w chrześcijańskiej rodzinie. W 1 Mojż. 1,27 czytamy, że stworzył człowieka jako mężczyznę i niewiastę. Całkiem świa­domie Bóg uczynił różnicę między nimi. Mężczyzna jest mężczyzną, ko­bieta – kobietą. Nie są to tylko ze­w­nę­trzne różnice. Dotyczą one także uspo­so­bienia. Męż­czy­zna ma inne usposobienie niż ko­bie­ta, toteż mężczyzna ma także inne obo­wiąz­ki. W obecnym czasie szatan pró­bu­je te różnice totalnie pomieszać, ale jako chrześcijanie po­winniśmy i pod tym względem być świadectwem dla świata. Spró­buj­my krótko prześledzić te różnice w kwestii obowiązków męża i żony.

W 1 Kor. 11,3-5 czytamy: „A chcę, abyście wiedzieli, że głową każdego mę­ża jest Chrystus, a głową żony mąż, a głową Chrystusa Bóg. Każdy mężczy­zna, który się modli albo prorokuje z nakrytą głową, hańbi głowę swoją. I każda kobieta, która się modli albo prorokuje z nie nakrytą głową, ha­ńbi głowę swoją, bo to jest jedno i to samo, jak gdyby była ogolona”. W wierszu 14 i 15 czytamy dalej: „Czyż sama natura nie poucza was, że męż­czyźnie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to wstyd, a ko­biecie, jeśli za­puszcza włosy, przynosi to chlubę?” Wiersze te wskazują na to, że Bóg uczynił widoczną różnicę między mężczyzną i kobietą. Nie chodzi w tym rozdziale o wskazanie, jaka jest różnica między mężem i żoną, ale o wskazanie zasadniczej różnicy pomiędzy mężczyzną i kobietą. Wykorzystaj­my wyrażone tutaj myśli, rozważając dalej ten temat.

Aby zapobiec jakimkolwiek nieporozumie­niom, chciej­­­my wyraźnie zaznaczyć, że przedstawiona w tym roz­­dziale różnica między mężczyzną i niewiastą nie dotyczy ich wartości, lecz usposobienia i powierzonych im zadań. W oczach Bożych zarówno mężczyzna jak i niewiasta mają tę samą wartość, ale jeśli chodzi o różnicę w uspo­so­bieniu, w charakterze i w powierzo­nych zadaniach, to te różnice powinny być zauważane przez innych.

Mąż

W Biblii czytamy: „Chrystus jest głową męża”. Do­strze­ga­my w tym stwierdzeniu dwie myśli. Po pierw­sze: mę­żo­wie i ojcowie powinni okazywać w swoim ży­ciu, że są poddani Chrystusowi, są Jemu posłuszni. Prze­de wszys­t­kim powinni być dobrym przykładem dla swoich dzieci, a póź­niej także i dla świata. Po drugie: mąż powi­nien dać się kierować Chrystusowi jako swojej głowie. O wszy­stko po­winien pytać swojego Pana. Jeśli Chrystus jest rze­czy­wiście Głową męża, to będzie to nie tylko słyszane w jego ustach, ale przede wszystkim widoczne w czynach.

Mąż jest jednocześnie głową żony. W stwierdzeniu tym zawarta jest myśl dotycząca „prowadzenia” i „po­si­lania” żo­ny. Mąż karmi i pielęgnuje zaró­wno żonę jak i dzieci (Efez. 5,29). Reprezentuje rodzinę na zewnątrz. Zau­wa­ża­my to w postępowaniu Abrahama. W mo­men­cie, gdy sam Pan przyszedł do niego, siedział on u wejścia do swojego namiotu. W przykładzie tym może­my zauważyć, ja­kie jest miejsce i zadanie męża w ro­dzi­nie. My, mę­żo­wie, nie powinniśmy czuć się ob­cią­że­ni naszymi za­da­nia­mi, ale powinniśmy je chętnie podjąć. Nie powinniśmy także wprowadzać żon w za­kres naszych obowiązków. Szatan stara się w praktyce od­wrócić to, co Bóg nakazał. Dlatego bądźmy uważni, by nie postępować tak, jak postępują ludzie wokół nas, którzy nie znają Bożych zasad.

Są rodziny chrześcijańskie, w których żona modli się przed posiłkiem, gdyż mąż jest bardzo nieśmiały. Jednak oficjalna modlitwa jest zadaniem, które Bóg powierzył tylko mężowi, dlatego nie zmieniajmy tych zadań przez powierzanie ich naszym żonom.

Mąż jest odpowiedzialny na zewnątrz za to, by za­pew­nić byt swojej ro­dzinie. Dotyczy to na pierwszym miejscu strony finansowej. Każdy mąż mu­si być zdolny do tego, aby zaspokoić potrzeby finansowe swojej rodziny. Nie chcemy myśleć przy tej okazji o jakichś specjalnych potrzebach, któ­re mogą zaistnieć, ale o ogólnej zasadzie Bożej, która jest prawomocna, a której nie można obalić. Troska o rodzinę nie kończy się jednak na sferze ma­te­rial­nej. Musimy też myśleć o duchowych potrzebach naszych ro­dzin. Czy my, mę­żo­wie, jesteśmy w stanie dać naszym rodzinom to, cze­go one potrzebują? Do tego jest konieczne, abyś­my byli „ samodzielni”, tzn. powinniśmy mieć zdolność zauważania potrzeb naszej rodziny, wy­cho­dzić jej naprzeciw i zająć się nią.

Apostoł Paweł w dalszej części rozdziału pokazu­je nam dwa zewnętrzne znaki, które cechują mę­ża chrze­ś­­ci­ja­ni­na. Pierwszy – podczas modlitwy nie na­krywa on głowy. Przez całe lata ogólnie znana była zasada, że żaden męż­czyzna nie sprawował służby Bożej z na­kry­tą głową. Dzisiaj jednak to po­uczenie jest nadal aktualne i chciej­my je w dalszym ciągu zachowywać. Drugi – mąż nie nosi długich włosów. Oczywiście, można powiedzieć, że chodzi tu jedynie o sprawy zewnętrzne, które nie są takie istotne. Natu­ralnie, są to tylko zewnętrzne formy, ale Bóg nie zaleca ich bez podsta­wy. Również zewnętrzne rzeczy są elementami naszego świadectwa i ludzie niewierzący będą nas na ich podstawie oceniali. To, co okazujemy na ze­wnątrz, powinno być zgodne z naszym wnętrzem. Nie po­win­niś­my bezmyślnie naśladować trendów tego świata, ale też nie powinniśmy postępować w du­chu zakonu.

Żona

Na początku czytaliśmy, że żona posiada męża jako swoją głowę. Staje się jasne, że przez to przyjmuje ona stanowisko zależności, a przewodni­ctwo swego życia daje mężowi. Jeżeli żona chrześcijanka tak uczyni, wte­dy nie troszczy się jedynie o zapewnienie rodzinie szczę­śli­we­go życia, ale jest równocześnie żywym świadectwem Bożym w tym świecie.

Według tych myśli większy zakres działania posiada niewiasta w swoim wnętrzu. Wspomnijmy jeszcze razMojż. 18, gdy Pan odwiedził Abrahama. Zapytał się On, gdzie jest Sara. Czyżby Pan nie wiedział, gdzie ona jest? Oczywiście, że wiedział, ale ponieważ jest to dla nas niezwykle istotne, pytanie to zostało po­sta­wio­ne. Sara była w namiocie. Jesteśmy świadomi tego, że bardzo trudno jest żyć obecnie naszym żonom według tam­tej zasa­dy, ale wiąże się to z bogatym bło­go­sła­wień­stwem.

W tym miejscu skierujmy szczególne słowa do ro­dzi­ców, posiadających cór­ki. Dzieci są cudownym darem od Boga. Jeśli jednak Bóg daruje nam córki, niezmiernie ważne jest, by wychować je tak, aby w przyszłości były war­tościowymi żonami. Wychowywać chłopca na „praw­dzi­wego mężczyznę” jest w świecie dosyć oczywistą sprawą. Ale wychowywać córkę na wartościową ko­bietę i matkę nie jest już tak całkiem proste. Trend do wy­ko­ny­wa­nia przez kobiety typowo męskich zawodów jest nie­za­ch­wiany. Dlatego nie jest łatwo odpowiednio wy­cho­wy­wać córki. Rozpoczyna się to od zabawek, trwa poprzez wypełnianie wolnego czasu i kończy się na wyborze zawodu. Jest wiele zawodów, o których możemy po­wie­dzieć, że nie będą one odpowiednie dla wierzącej nie­wia­sty, na przykład wtedy, gdy będzie musiała być zwie­rzchniczką męż­czyzn. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to bardzo tru­dny problem i nie chcemy zbyt wiele mówić na ten temat. We wszystkim chciejmy prosić Pana o mądrość. Chcemy jednak w miłości i z całą powagą wskazać jeszcze raz na to, że nie jest dobrze, jeśli żonyzdo­będą zawód, który nie odpowiada stanowisku chrze­ści­janek.

Od niewiast wymaga się też dwóch oznak zew­nę­trz­nych. Nie zostały one wy­myślone przez człowieka, lecz dał je Bóg. Po pierwsze: żona, jeśli się modli lub pro­ro­ku­je, powinna nakrywać głowę. Po drugie: po­win­na nosić długie, nie obcinane włosy. Przed­sta­wia­my w tym mo­men­cie jedynie zasady Boże. Słowo Boże jest proste i jasne i nie musimy zbyt długo szukać w nim tego, co wolno, a czego nie. Korzymy się w prostocie przed Sło­wem Bożym i czynimy to, co ono nam mówi.

2.3 Stosunki pomiędzy rodzicami i dziećmi

Trzecia i ostatnia zasada, którą chcemy roz­wa­żyć, do­tyczy stosunków po­między rodzicami i dziećmi. W Efez. 6,1-4 napisano: „Dzieci, bądźcie posłu­szne ro­dzi­com swoim w Panu, bo to rzecz słuszna. Czcij ojca swe­go i mat­kę , to jest pierwsze przykazanie z obiet­ni­cą; aby ci się dobrze działo i abyś długo żył na ziemi. A wy, ojcowie, nie pobudzajcie do gniewu dzieci swoich, lecz napominajcie i wychowujcie je w karności, dla Pana”. Mamy tu zasady dotyczące postępowania ojców (a więc rodziców) i dzieci. Każdy osobiście ponosi od­po­wie­dzial­ność i dlatego starajmy się zwra­cać uwagę na to, co jest dla nas napisane.

Najpierw Słowo Boże zwraca się do dzieci: „Bądźcieposłuszne swoim ro­dzicom”. Zasada ta nie jest dziś może zbyt modna, jest to jednak zasada Boża. W tym, że dzieci są nam posłuszne, jest świadectwo dla Pana. Nie chodzi tu o posłuszeństwo wymuszone, ale o to, by dzieci chętnie wykony­wały polecenia rodziców. Posłuszne dzieci naśladują swoich rodziców, gdyż Pan Jezus jest tego najlepszym przykładem. Kiedy On żył na ziemi jako człowiek, mimo, że był Stwórcą wszel­kich rzeczy, był swoim rodzicom poddany.

Następnie powiedziane jest do dzieci: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Dzieciom dorosłym rodzice nie wydają już specjalnych poleceń, które mu­sieliby speł­nić. Pozostaje jednak aktualne, aby czcić swoich rodziców. To jest powiedziane do wszystkich. W oko­licz­nościach, kiedy np. rodzice są starzy i schorowani, spełnienie tego przykazania przychodzi nam cięż­ko. Czcić oznacza od­wie­dzić, przynieść im radość, pomóc w razie po­trzeby. Szczególnie, jeśli rodzice już nie żyją, nie przestawajmy odda­wać im czci i mówmy o nich dobrze. Wiedzmy, że i w tym przypadku mo­że­my być świadectwem dla Boga, gdyż w świecie tym panują często inne przyzwy­czajenia.

Później wymienieni są ojcowie. Najpierw skierowane jest do nich poważne polecenie, aby nie pobudzać swoich dzieci do gniewu. Jeśli postępujemy nie­wła­ś­ci­wie, to może się zdarzyć, że doprowadzimy je do gniewu i spra­wimy im zawód. Także i wtedy po­bu­dza­my nasze dzieci do gniewu, jeśli stawiamy przed nimi zbyt trudnezadania, z którymi sobie nie mogą pora­dzić. W tym tkwi wielkie niebezpieczeństwo. Dzieci nasze nie są jeszcze w pełni dorosłe, muszą więc być wy­chowywane do chwili osiągnięcia pełnej dojrzałości. Dzie­sięcioletnie dziecko nie jest dorosłe, więc będzie wszystko przyjmowało i postępowało inaczej niż na przykład dzie­cko osiem­na­sto­le­tnie. Musimy o tym zaw­sze pa­mię­­tać. Przez umiar w stawianych wymaganiach wzglę­­dem naszych dzieci mo­że­my być miłymi Bogu.

Drugim zadaniem ojców jest wychowywanie swoich dzieci w napominaniu i w karności. Karność i na­po­mi­na­nie są Bożymi podstawami naszego wychowywa­nia i ta­kie same zasady należy zachować wychowując dzieci. Kar­ność wcale nie oznacza w pierwszej linii kary, chociaż i ona jest w tym słowie za­warta. Karność na samym początku oznacza stawianie barier i przesz­kód, które chronią nasze dzieci przed wejściem na złą drogę. Bóg położył w naturze dziecka dążenie do szukania granic i takie granice powinniśmy im stawiać. Jeśli okazujemy się w tym względzie niedbali, to nasze dzieci będą samowolne (nieopanowane), szkodząc przez to sprawie Pańskiej.

Jeżeli karność stosowana jest w przypadku, kiedy chcemy wyjaśnić dzieciom to, czego nie powinny robić, to pouczenie związane jest ze wskazaniem, jak po­win­ny się zachować. Pouczenie oznacza wska­zy­wanie właś­ciwej drogi. Je­żeli wska­zu­je­my dzieciom tylko to, czegonie po­win­ny robić, stają się one zniechęcone i bezradne. Zarówno karność jak i po­u­cze­nie powinny być stosowane z umiarem.

W świecie współczesnym stosuje się zupełnie inne zasady wychowywania dzieci, jeżeli w ogóle można jeszcze mówić o wychowywaniu. Jakież więc ogromne świadectwo może wychodzić z chrześcijańskiej ro­dzi­ny, w której Boże zasady są wysoko cenione!

3. Usposobienie serca

Na koniec zajmijmy się krótko usposobieniem serca, które powinno wyrażać Boże myśli o małżeństwie i ro­dzi­nie.

O niewiastach napisano: „Ozdobą waszą niech nie będzie to, co zewnętrz­ne, trefienie włosów, złote klejnoty lub strojne szaty, lecz ukryty, we­wnętrzny człowiek z nie­zni­szczalnym klejnotem łagodnego i ci­che­go ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem” (1 Piotra 3,3-4). Takie powinno być usposobienie serca naszych żon. Świat ozda­bia się na zewnątrz, chrześci­janki – wewnątrz, w ci­chym i łagodnym duchu. Natu­ral­nie, niewiasty róż­nią się bardzo jedna od drugiej. Są nie­wiasty pełne tem­pe­ra­men­tu, są też ciche i spo­koj­ne. W powyższym tekście nie chodzi jednak o na­tu­ral­ne skłonności. Cichego i ła­go­dnego ducha daruje Pan Jezus jako cnotę Bożej jakości dla swojego świa­dec­twa W 1 Piotra 3,7 wspomina apostoł mężów w sło­wach: „Podobnie wy, mężowie, postępujcie z nimi z wy­ro­zu­mia­łością, jako ze słabszym rodzajem niewieś­cim i okazujcie im szacunek, skoro i one są dzie­dzicz­ka­mi łaski żywota”. Decydującym wyrażeniem jest zwrot: „okazujcie im sza­cu­nek”. Takie powin­no być uspo­so­bie­nie serca mężów. Naszym żonom należy się cześć, dlatego że one są słabszymi, niewieścimi naczyniami, są też dziedziczkami żywota wiecznego. Czynimy to szczególnie dlatego, że są naszymi żo­na­mi. Bóg po­darował nam je jako prezent, my za to oddajemy im szacunek.

Jeżeli mąż i żona w takim usposobieniu zachowują Boże zasady, jest to wielkie szczęście dla chrześ­ci­jań­skiej rodziny i ogromnym, procentującym świa­dec­twem dla świata.

Odnośnie stosunków rodzice – dzieci w 1 Mojż. 22, czytamy: „Weź syna swe­go, jedynaka swego, Izaaka, którego miłujesz... I rzekł Izaak do ojca swego Abra­ha­ma: Ojcze mój! A ten odpowiedział: Oto jestem, synu mój!... I szli obaj razem” (w. 2, 7, 8). W Abrahamie mo­że­my zauważyć właściwe usposobienie ro­dzi­ciel­skie­go serca. On miłował swojego syna. Dzieci mu­szą widzieć i odczuwać, że są kochane przez swoich rodziców. Ten fakt zauważy również świat. U Izaaka widzimy też wła­ści­wy stosunek do rodzi­ców. On miał do nich szcze­re za­u­fa­nie. Dzieci muszą ufać swoim rodzicom, gdyż jest to pod­stawą szczęśliwych sto­sun­ków rodzice – dzieci. W świe­­cie i, niestety, także w chrześ­cijaństwie mówi się o pro­blemach rodzin­nych i problemach pokoleń. To praw­da, że problemy będą zawsze. Ale mogą one w ogóle nie istnieć. To, co czytamy o Abrahamie i Izaaku: „I szli obaj razem” może być także rzeczywistością w naszym życiu. Jakie to szczę­ś­cie dla dzieci, że posiadają rodziców, którzy to­wa­rzy­szą w ich drodze i jakie to szczęście dla ro­dzi­ców, kiedy w stosunkach z dziećmi jest harmonia i zgod­ność myśli. To szczęśliwe „razem” nie musi się za­­koń­czyć nawet wte­dy, gdy dzieci będą już sa­mo­dzielne i założą swoje rodziny. Życiem, któ­re odznacza się zachowywaniem Bożych zasad, podpieramy Ewan­ge­lię bar­dziej, niż nam się wydaje. Oczywiście, słowa też są bardzo ważne. Jeśli nie są one jednak podparte właści­wym zachowaniem, znaczą o wiele mniej.

Módlmy się, aby Bóg dał naszym rodzinom spo­sob­ność bycia świadectwem dla otaczającego nas świata. Wykorzystajmy tę szansę!

"Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki".
List do Hebrajczyków 13,8

ZGROMADZENIA
Zbór Chrześcijan Mikołów ul. Waryńskiego 42a; Nd: 9:30 - Wieczerza Pańska; 11:00 - Głoszenie Słowa Bożego; Wt: 18:30 Modlitwy i studium Biblijne