Połów ryb

„Powiedział do nich Szymon Piotr: Idę łowić ryby. Rzekli mu: Pójdziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili… A On im rzekł: Zapuśćcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zapuścili więc i nie mogli jej już wyciągnąć z powodu mnóstwa ryb. Wtedy ów uczeń, którego miłował Jezus, rzekł Piotrowi: Pan jest” (Ewangelia Jana 21,3. 6-7).

 „O Piotrze!“ – chciałoby się zawołać – „Pan Jezus powstał z martwych, a ty chcesz odejść do swojego dawnego życia? Czy nie pamiętasz jak wezwał ciebie od twoich sieci i powołał na rybaka ludzi?“.

 

Wydaje mi się, że widzę zmęczone skinienie głową: Tak, wspaniały był ten czas spędzony z Jezusem, a okazało się, że nie jestem odpowiednim człowiekiem dla Niego. My, uczniowie, nic nie pojęliśmy. Sądziliśmy, że jego krzyż oznacza koniec wszystkiego, a to był zbawczy czyn. Zmartwychwstały wyjaśnił nam to, ale – my jesteśmy tacy głupi! A poza tym – zawiedliśmy w decydującej chwili.

Być może w tym momencie wtrąciłby się Jan mówiąc: „Cudownie jest pomyśleć, że teraz nastanie Królestwo Boże. Lecz myśmy stracili odwagę. Nie pasujemy do tego „Pana“. Pozostali uczniowie przytakują, a Piotr dodaje: „Sprawa Jezusowa potrzebuje lepszych głów niż nasze i mocniejszych charakterów. My rezygnujemy!“.

Jest coś wstrząsającego w takiej postawie: niby zna się zbawczy czyn Jezusa i wierzy w Niego, ale straciło się zaufanie. „To dla mnie za trudne! Rezygnuję!“. Piotr rezygnuje. Nie rezygnuje jednak Jezus, jak to widzimy w następnych wierszach. Tak, sprawa wygląda następująco: sami musimy zmierzyć się ze zwątpieniem, wtedy nauczymy się, czym jest „łaska Jezusowa“, która niczego nie żąda, a daje wszystko.

Nauczymy się, co to znaczy „ufać“, nie oczekując niczego od siebie samego, ale wszystkiego oczekuje się od Zbawiciela.

Przed wielu laty w pewnej miejscowości do pastora przyszedł siedemnastoletni uczeń i poprosił: „Moi przyjaciele i ja chcielibyśmy lepiej poznać Pana Jezusa. Proszę nam pomóc“!. Tak powstało duże uczniowskie koło biblijne.

Minęły lata, młody człowiek doszedł do rangi wysokiego urzędnika. Biblia i Jezus nie odgrywali już żadnej roli w jego życiu. Pewnego razu, gdy zachorował i leżał w szpitalu, poprosił, by pielęgniarka przyniosła mu coś do czytania. Siostra dała mu jakąś autobiograficzną książkę. Gdy pacjent zajrzał do niej, odkrył, że jest to historia życia tego pastora, do którego przed laty przyszedł ze swoją prośbą.

Zainteresowany zaczął czytać i natrafił na historię siedemnastolatka, który chciał coś więcej usłyszeć o Jezusie. Czytał o sobie samym... „wtedy Jezus rządził moim życiem i całym sercem lgnąłem do człowieka w cierniowej koronie!“. Chory mężczyzna zrozumiał: ten Jezus jest tutaj i na nowo mnie wzywa.

To samo odczuwali uczniowie: uciekli w swoje dawne życie, gdy jednak wyciągnęli sieci z cudownym połowem, przypomniała im się nagle przeszłość: taki sam połów zdarzył się im wtedy, gdy powołał ich Jezus. Jakże pięknie było, gdy ich serca płonęły dla Jezusa! A teraz On znowu się pojawił i wzywa ich na nowo.

W jak cudowny sposób Jezus szuka ludzi, którzy od Niego uciekli!

Nagle przypominają sobie to, co było „kiedyś" swoje nędzne położenie, w które wpadli bez Niego. To wspaniałe, że On nie tylko pozwala przypomnieć dawne dzieje, ale że na nowo nas powołuje!

 

Z książki: "365 razy ON" - W. Busch

Słowo Boże na dziś

Pan Jezus powiedział: "Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; wy dlatego nie słuchacie, bo z Boga nie jesteście".  (Ewangelia Jana 8,47).

Zaproszenie

ZGROMADZENIA
Nd: 9:30 Wieczerza Pańska
11:00 Głoszenie Słowa Bożego
Wt: 18:30 Modlitwy i studium Słowa Bożego
Mikołów ul. Waryńskiego 42a