
„Zmartwienie w sercu człowieka przygnębia go, lecz słowo dobre znowu go rozwesela”. (Przypowieści Salomona 12,25)
„Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie”. (1. List Piotra 5,7)
Czwartek, 24 października 1963 r., około godziny 20:00. W Lengede, niedaleko Hanoweru, do kopalni rudy żelaza wlewa się 475 000 metrów sześciennych wody i błota. Dochodzi do katastrofy – pęka należący do kopalni zbiornik oczyszczający. W ciągu kilku godzin cała kopalnia zostaje zalana – od poziomu 100 metrów aż do 60 metrów głębokości. W chwili zdarzenia pod ziemią przebywa 129 górników.
W pierwszych godzinach udaje się uratować 79 z nich. Dla pozostałych 50 nie ma początkowo żadnej nadziei. Jednak w piątek, podczas odwiertów poszukiwawczych, odkryto w pobliżu miejsca katastrofy przestrzeń, w której schroniło się 7 górników. Zanim jeszcze rozpoczęto właściwą akcję ratunkową, poziom wody zaczął opadać i uwięzieni zostali uratowani przy pomocy tratwy. W tym czasie ogłoszono już listę 43 pozostałych górników jako zmarłych, a na poniedziałek, 4 listopada, zaplanowano uroczystości pogrzebowe.
Tymczasem w sobotę rozpoczęto kolejne odwierty, ponieważ podejrzewano istnienie kieszeni powietrznej na poziomie 100 metrów, około 2,4 km od głównego szybu. W niedzielę usłyszano odgłosy stukania – sygnał, że pod ziemią są nadal żyjący. Cztery dni później, dzięki ratowniczemu odwiertowi, trzech górników udało się bezpiecznie wydobyć na powierzchnię. W sobotę, 2 listopada, akcję ratunkową zakończono, a zespoły ratownicze opuściły teren.
Jednak 40 górników wciąż żyło – uwięzieni pod 60 metrami skał, bez światła, bez jedzenia, bez pomocy – porzuceni przez ratowników.
Czyż nie wszyscy ludzie są w podobnej sytuacji? Oddzieleni od Boga przez grzech, odcięci od prawdziwego życia, „bez nadziei i bez Boga na świecie” (Efezjan 2,12). Czy istnieje jeszcze jakaś szansa na ratunek?
„Wszelki datek dobry i wszelki dar doskonały zstępuje z góry od Ojca światłości; u niego nie ma żadnej odmiany ani nawet chwilowego zaćmienia”. List Jakuba 1,17
Dziewięć dni po katastrofie, prace ratunkowe zostają wstrzymane. 40 górników, wciąż uznawanych za zaginionych, zostaje oficjalnie uznanych za zmarłych. Ta grupa zostaje skreślona z listy żywych. Jedyną nadzieją pozostaje przypuszczenie, że mogli się schronić w dawnym wyrobisku.
Jednak wieczorem 2 listopada, górnicy i ich rodziny stanowczo domagają się wznowienia poszukiwań w tym miejscu. To poszukiwanie przypomina szukanie igły w stogu siana. Następnego ranka rozpoczynają się odwierty. W końcu natrafia się na pustą przestrzeń – i po długim stukaniu usłyszano „odpowiedź”. Znaleziono ocalałych.
Pierwotnie zdołało się tam schronić 21 mężczyzn. Niestety, 10 z nich zginęło z powodu spadających odłamków skalnych – gdyż ziemia „pracowała”, a skały się zagęszczały. Pozostałych 11 przez 10 dni tkwiło w ciasnej, zimnej i mokrej przestrzeni, bez światła i bez pożywienia. Za pomocą odwiertu o średnicy 58 mm zaczęto dostarczać im żywność i odzież. Po 14 dniach od wypadku, wszyscy zostali uwolnieni z tej śmiertelnej pułapki dzięki kapsule ratunkowej w kształcie torpedy (średnica wewnętrzna kapsuły: 38,5 cm).
Każdy człowiek jest oddzielony od Boga. Nikt nie może zbawić siebie sam – tak jak w Lengede, ratunek musi przyjść z zewnątrz, z góry. I tak też się stało: Jezus Chrystus „przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników” (1. Tymoteusza 1,15). On sam jest naszą kapsułą ratunkową. Teraz każdy, kto chce, może zostać uratowany.
„...ale że to był dla nas przypadek.” (1 Samuela 6,9)
11 górników – 10 dni bez jedzenia i światła – uratowanych po 14 dniach. Szczęście? Przypadek? A może cud?
Następnego dnia jedna z brukowych gazet umieściła na pierwszej stronie nagłówek: „Bóg pomógł wiercić”. Wywołało to wiele krytycznych komentarzy. Ale czy było w tym coś niewłaściwego?
- Czy to był „przypadek”, że nad poziomem wody znajdowała się wystarczająco duża przestrzeń, w której górnicy mogli się schronić?
- Czy to był „przypadek”, że przewód sprężonego powietrza, który pękł w pobliżu wyrobiska, dostarczał im świeże powietrze?
- Czy to był „przypadek”, że w jaskini znajdowała się woda pitna?
- Czy to był „przypadek”, że udało się odnaleźć to konkretne miejsce, mimo że poszukiwania przypominały „szukanie igły w stogu siana”?
- Czy to był „przypadek”, że pierwotny punkt odwiertu musiał zostać przesunięty o 2 metry z powodu torów kolejowych, a później wiertło przesunęło się o kolejne 2 metry... mimo to trafiono w cel?
- Czy to był „zbieg okoliczności”, że odwiert prowadzono nie wodą, lecz powietrzem – co było innowacją techniczną – i że właśnie w tym czasie w Zagłębiu Ruhry znalazł się gotowy do użycia odpowiedni kompresor?
- Czy to był „przypadek”, że udało się dotrzeć do tej przestrzeni, gdzie byli uwięzieni górnicy, a w czasie wiercenia spadające odłamki skał nie spowodowały tragicznych skutków?
Czy wobec tylu „przypadków” można nadal uczciwie powiedzieć: „To był przypadek”? A może lepiej szczerze przyznać: „To nie mógł być przypadek!”
Bóg wciąż jest Bogiem zbawienia i Bogiem, który czyni cuda (Psalm 68,21; 77,15).
A myśmy POZNALI i uwierzyli w miłość, którą Bóg ma do nas. Bóg jest miłością, a kto mieszka w miłości, mieszka w Bogu, a Bóg w nim. (1. List Jana 4,16).